Zarzucono mi, że pisząc o zakładaniu związków zawodowych w organizacjach unikam jednoznacznego opowiedzenia się, ale próbuję zadowolić obie strony (symetryzm?). Przepraszam. Wielokrotnie już o tym pisałem (np. Pracownicy – najsłabsze ogniwo organizacji obywatelskich, 7 prawd o organizacjach, o których staramy się zapomnieć, Kłopoty z pracownikami – przykłady historyczne, Kto rządzi w organizacji? ) i wielokrotnie publicznie się wypowiadałem. Wydawało mi się, że moje stanowisko jest oczywiste.
Organizacje nie są zwykłymi pracodawcami i koniec. To raczej już organizacji trzeba bronić przed pracownikami, a nie pracowników przed organizacjami. Sprawa podstawową jest kto w organizacji pozarządowej jest (1) właścicielem i (2) jaki jest nadzór właścicielski. W organizacji właścicielem jest ta organizacja, którą reprezentuje zarząd. Najczęściej (ponoć w 65 % przypadków) zarząd pracuje bez wynagrodzenia. Co to oznacza, że osoby pracujące społecznie, nie zainteresowani materialnie w wynikach finansowych organizacji, mają dodatkowo nadzorować pracowników. Oczywiście czasem zatrudnia się dyrektora biura, który jednak również jest pracownikiem. Jest to powodem ogromnej nierównowagi, gdzie pracownicy, za pieniądze, wykonują w godzinach swej pracy usługę, za którą odpowiadają i, którą mogą kontrolować społecznicy, o ile znajdą na to czas. W wielu przypadkach to pracownicy piszą wnioski, w których sami ustalają sobie wysokość wynagrodzenia i zakres obowiązków, a w sytuacji kryzysowej zawsze mogą złożyć wypowiedzenie, a społecznicy, po swojej pracy zawodowej będą musieli (by nie musieć zwracać dotacji) prostować działania “profesjonalistów”, którzy znaleźli np. lepiej płatną płacę. Na przestrzeni ostatnich lat często widziałem takie sytuacje. Jeżeli jakiś pracownik jest w NGO-sach wykorzystywany to zazwyczaj przez innego pracownika, a więc to raczej mobbing niż kwestia pracodawca-pracownik.
W organizacjach jest wielu wspaniałych, zaangażowanych pracowników. Jednak w relacjach pracownik-pracodawca organizacje są zazwyczaj na straconej pozycji. To społeczników, którzy – w przeciwieństwie do pracowników – są często niezastąpieni trzeba bronić. To interesu społecznego, reprezentowanego przez stowarzyszenia (w których członkowie często nie mają czasu wgłębiać się w szczegóły formalnego funkcjonowania instytucji) i fundacje (gdzie fundator często już nie ma wpływu na to co się dzieje z założoną przez niego organizacją) trzeba bronić przede wszystkim. I warto o tym pamietać.