Nie będę pisał, że VIII Ogólnopolskie Forum Inicjatyw Pozarządowych było wydarzeniem istotnym i okazało się sukcesem. Piszą to wszyscy i mnie też się tak wydaje. Oczywiście jego prawdziwe znaczenie poznamy dopiero po owocach. Może za rok, może za trzy – na kolejnym OFIP-ie, bo jak próbowałem wykazać na sesji dotyczącej edukacji obywateli, skuteczność działania organizacji nie opiera się na doraźnych efektach czy spektakularnych wydarzeniach, ale długofalowych zmianach. Dziś chciałbym skupić się na tym, co ja – dzięki sesjom OFIP-owym i wydarzeniom towarzyszącym – zrozumiałem.
Historia jako klucz do rozumienia
Bo dla mnie – szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy polityka historyczna staje się realnym narzędziem prób wprowadzania zmian – bez znajomości historii polskich organizacji kobiecych, abstynenckich, religijnych, edukacyjnych, charytatywnych, sportowych i innych łatwo wpaść w pułapkę wizji Polaka jako wiecznie przegranego powstańca, żołnierza tułacza, a nie osoby, która potrafi wziąć swój los we własne ręce mimo przeciwności. I chociaż sama historia nie wystarczy, jednak bez jej zrozumienia (choćby na wybranych przykładach konkretnych organizacji lub przykładach działania dynamiki ruchu społecznego) nie da się dobrze zrozumieć dzisiejszych problemów organizacji społecznych. Jeśli wiemy, w jaki sposób małe inicjatywy lokalne (np. dotyczące świeckiej edukacji, ubezpieczeń wzajemnych, obrony przed pożarem) przekształciły się w systemy współczesnego państwa (ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami), możemy lepiej planować długofalową skuteczność naszych organizacji. Jest jednak i druga strona tego procesu.
Historia jako dowód, że można
Zrozumiałem ten aspekt oddziaływania historii, gdy biorąc udział w panelu na II Kongresie Archiwów Społecznych, musiałem odpowiedzieć na pytanie, dlaczego polskie organizacje nie dbają o dokumentowanie własnej historii. Dlaczego, nawet gdy przygotowują roczne sprawozdanie ze swej działalności, robią to z uwagi na wymogi formalne biurokratycznego nadzoru lub dla ewentualnych sponsorów, a nie dla siebie. Nie dla zachowania własnej historii, dla tego, by przyszłe pokolenia działaczy ich organizacji mogły być dumne z dokonań organizacji, w której działania się angażują.
Może to wynika z niewiary w to, że nasza organizacja przetrwa dłużej niż dwa, trzy projekty. Może z tego, że realizując zadania zlecone przez administrację, nie robimy w istocie niczego, co warte byłoby pamiętania. A może – właśnie dlatego, że nie znamy historii naszych poprzedników – nie wierzymy, że to ważne, choć przez wieki organizacje uważały za coś oczywistego, że warto dokumentować swoją działalność.
Sprawozdania z działalności
Wystarczy przejrzeć Roczniki Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk (pierwszej nowoczesnej organizacji społecznej w Polsce ) z lat 1802-1830, aby stwierdzić, jaką wagę przykładano do zachowania efektów działań organizacji. Niewiele młodsza, ale za to znacznie trwalsza organizacja (działająca, z przerwami, do dziś), czyli Warszawskie Towarzystwo Dobroczynności, sprawozdawała się przez stulecia. I choć zmieniały się nazwy (Sprawa z Rocznych Czynności Warszawskiego Dobroczynności Towarzystwa, Zdanie Sprawy z Działań Towarzystwa Warszawskiego Dobroczynności, Zdanie Sprawy z Działań i Obrotu Funduszów Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności, Sprawozdanie Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności, Otčet Varšavskago Blagotvoritel’nago Obŝestva, Sprawozdanie z Działalności Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności), to istota pozostawała niezmienna. W archiwach znajdziemy więc setki informacji o działaniach organizacji pod nazwą pamiętniki (np. Pamiętnik Towarzystwa Tatrzańskiego), kalendarze i kalendarzyki (np. Kalendarz Towarzystwa Szkoły Ludowej). Zaprawdę ciekawe to i inspirujące lektury.
Czasopisma
De Tocqueville pisał o koniecznym związku stowarzyszeń i prasy. Wiele możemy się dowiedzieć z prasy, która przez wieki powiązana była z działalnością społeczną. Na przykład o działalności wspomnianego Towarzystwa Przyjaciół Nauk można poczytać w „Pamiętniku Warszawskim”. O działalności społecznej traktowało także wydawane w pierwszej połowie XIX wieku w Wilnie pismo „Dzieje Dobroczynności Krajowej i Zagranicznej z Wiadomościami ku Wydoskonaleniu jej Służącymi”. W drugiej Rzeczypospolitej wychodziło kilka pism związanych z ruchem organizacji (np. Przegląd Społeczny czy Ruch Charytatywny), po 1989 roku mieliśmy zaś cały wysyp pism sektorowych (z „Asocjacjami” na czele, które jako jeden z celów stawiały sobie dokumentowanie historii sektora). Dzisiejsze strony internetowe, wpisy na facebooku tej roli – dokumentowania ważnych wydarzeń – nie odgrywają.
Historia a ład organizacyjny
Tym, co złożyło moje myślenie w całość, było spotkanie dotyczące ładu organizacyjnego. Ład organizacyjny, czyli – jeśli dobrze rozumiem – te wszystkie spisane i niespisane normy postępowania, mogą dla wielu organizacji okazać się czymś niezrozumiałym. Działamy jak „przeciwnik” pozwala, dostosowujemy się do sytuacji (w końcu elastyczność to nasza najmocniejsza strona), a sztywne zasady to coś, co nam tylko przeszkadza. I tak mamy wiele problemów z wywiązywaniem się ze zobowiązań, które narzuca nam instytucja dotacyjna, ustawy dotyczące działalności społecznej i gospodarczej. Po co coś więcej? I rzeczywiście organizacja, która nie ma przeszłości (zdobądź grant, rozlicz, zapomnij) i nie ma przyszłości (będzie, co będzie), nie potrzebuje formalności. Tylko długofalowy cel, to, co nas (a nawet być może i nasz czas) przekracza, może nadać sens pracy nad sobą. Nad organizacją, która jest czymś znacznie większym niż grupka działających w niej ludzi (w końcu wiele mamy historycznych przykładów, że kolejne pokolenia społeczników budowały instytucje, która trwały dziesiątki lat (choćby wspomniane wyżej Warszawskie Towarzystwo Dobroczynności czy organizacje harcerskie). Rodzi się zatem pytanie, czy nasze organizacje to coś więcej niż sposób spędzania czasu i sposób na fajną i sensowną pracę. Bo jeśli nasze organizacje mają mieć przyszłość, powinny zadbać także o swoją historię.
W tym kontekście coraz bardziej utwierdzam się w tym, że niezwykle potrzebna jest samorefleksja wśród działaczy społecznych, że jeśli nasze organizacje mają być organizacjami uczącymi się, powinniśmy nie tylko uczyć się razem z nimi, ale także proces ten poddawać krytycznej ocenie. Potrzebna jest nam teoria, a tej bez analizy historii nie da się zbudować.