One thought on “Edukacja obywatela

  1. Odniesienie do I – punktu wyjścia
    Punkt wyjścia; “powinność organizacji” – dla mnie jest trochę zaprzeczeniem wolności. Kojarzy mi się z Katolickim podejściem do tematu miłości – że np; według książki Listy starego diabła do młodego – zło chce być wielbione i chce zabrać wolność, a Bóg chce być miłowany, ale jak tylko damy mu wolność to On chce nam tą wolność oddać.
    I argument, że jakaś organizacja robi coś dla zabawy i że wtedy bardziej jest firmom – mi nie przeszkadza to żaden argument przeciw dla mnie lub wręcz jeśli to zwiększa profesjonalizację działań – ma sens…

    Odniesienie do II – wiedza użyteczna
    Tu raczej bym miał zastrzeżenia zwłaszcza do procesów zbliżonych do coachingu, gdzie przestrzeń zostawia się klientom. Prawdą jest, że przepisy nie wystarczą, ale mogą być odpowiednio zadane ścieżki pytań pozostawiające dużo swobody. Wiedza ogólna to dla mnie zupełnie co innego niż umiejętności komunikacyjne i tych faktycznie brakuje. Wiedza ogólna? Znowu? Po co? Prędzej można powiedzieć, że brakuje “ideologii” – no i tutaj można by się odnieść do ideologii bardziej opartej na kolektywistycznym podejściu do tematu, za bardzo faworyzujemy podejście indywidualistyczne. Nie widzę celu w poznawaniu sektora pozarządowego – po za wyobrażeniem “dobra”, że to “dobre dla społeczeństwa” i dlatego to jest “słuszne”.
    Jeśli chodzi o “dobre rzeczy” raczej ciężko je podawać bez jakieś formy “zabawy” – z dwóch wizji Orwella i Huxley’a to raczej Huxley w “Nowym Wspaniałym Świecie” – bardziej był bliższy prawdy.
    No to jest dobrze postawiona teza – po co komu wiedza ogólna o 3 sektorze? bla bla bla ideolo – w czasach gdzie wszyscy udajemy Walenrodów PRACY rzucających się na włócznie poświęcenia się (zwłaszcza społecznicy) – gdzie nie starcza nam zapału i rozsądku do zadbania o siebie – nie ma przestrzeni na wciskanie “działań związanych z edukacją społeczną”. Traktując społeczników jak dzieci z ekperymentu marshmallow (czy jak tam to się pisze) – to raczej wszyscy zjedzą ją od razu. Więc założenia Autora tekstu o ile całkiem szlachetne to z mojej perspektywy raczej odklejone od rzeczywistości. Przynajmniej w tym kontekście.
    Zgodzę się, że wiele osób nie chce brać odpowiedzielności za siebie i ceduję tą odpowiedzialność na innych i tu może być tak, że CZASAMI organizacje “pomocowe” robią ZŁĄ ROBOTĘ – bo uczą ‘miłości egoistycznej’ (tu z kolei Stryczek się odnosi do przykazania miłości wzajemnej).
    Tak organizacje popadają w schematy, ale stwierdzenie, że jesteśmy zniewoleni starą wiedzą – raczej wskazuje na generalizację (słuszną!) na cały 3 sektor – który uczy się powoli, mało, albo niemalże wcale. Zwłaszcza z ważnego dla Autora obszaru. Samopomoc edukacyjna pomiędzy organizacjami wydaje się być jedną z kluczowych.

    III – co trzeba wiedzieć.
    Już sam tytuł niepokoi.
    Znów pozwolę sobie na odwołanie religijne – najlepszymi uczniami Jezusa nie byli faryzeusze. Wręcz można powiedzieć “ej ej uważaj na faryzeizm drogi Autorze!”.
    Zgodzę się – podpisując pod tym 4 kończynami – że potrzebne jest i przydałby się uniwersytet specjalizujący się w kwestiach 3 sektora – organizacjach ORAZ w ruchach nieformalnych (które są tu trochę pomijane w tekście, ale w pełni to rozumiem, bo łatwiej się czepiać gotowego tekstu niźli tworzyć coś tylko z własnych przemyśleń).
    To że nie ma (a na pewno nie ma?) takiej katedry, ani takiego uniwersytetu – raczej jest wskazaniem na słabość całego 3 sektora i potężne braki w umiejętności współpracy.
    Zgodzę się, że organizacje mają ‘burdel’ i nie mają ogarniętych procesów samokształceniowych w środku u siebie i słabo z “uczeniem się” całej organizacji. Odchodzi członek/wolontariusz pozostawiając nie tylko dziury kompetencyjne, ale również teoretyczne/wiedzowe – ale także praktyczne.
    Tak dużo organizacji ma grantozę. Tak brakuje w organizacjach podejścia strategicznego. Tak brakuje podejście ‘uczenia społecznikowstwa”.

    IV obszary wiedzy
    Historia – tak, ale tylko jeśli ma to jakieś przełożenie, nie mamy czasu na uczenie się o historii dla samego uczenia się o historii – to tak jak REALNIE wyglądają przedmioty historyczne na wielu uczelniach – kogo obchodzi “historia ekonomii” – na 90% nie studentów i wykładowcy się do tego dostosowują, podają materiał w sposób często żenująco nudny i żenująco mało praktyczny. TAK da się uczyć na przeszłości, ale TYLKO wtedy kiedy ta wiedza jest podana w odpowiedni sposób.
    Więc TAK – mnie dziwi – po co się uczy lekarzy historii medycyny i po co się uczy …. jeśli jest to robione w tak nie adekwatny sposób.
    Fajnie, że są “historycy” organizacji pozarządowych – ale to w praktyce społecznej dla mnie brzmi – tylko sensownie jako “studia”. Może ktoś chce się podjąć utworzenia studiów płatnych podyplomowych eksperymentalnych? Mogę pytać na AGH jak to zrobić. Ktoś chce się przyłączyć? ;).
    Co do analizy solidarności – to trochę to zrobił Paweł Kuczyński i inni (a przy okazji http://antymatrix.blog.polityka.pl/tag/zars/ ) Nie jestem pewien czy Autorze zetknąłeś się z książką – http://lubimyczytac.pl/ksiazka/94932/solidarnosc-analiza-ruchu-spolecznego-1980-1981 . No i jeśli nie to może warto żebyś się spotkał i pogadał z ekipą z ZARS (Zespół Analiz Ruchów Społecznych) i pogadał z Nimi o literaturze – z Pawłem czy Jackiem Kołtanem z ECS.
    Historyczny aspekt – dobrze przedstawiony – może w końcu spowodować, że liberarianie bardziej zrozumieją jak blisko są 3 sektora, czego aktualnie nie tylko nie rozumieją, ale odrzucają.

    Teoria – samorganizacji – a raczej samoedukacji ma sens. Bez powszechnego “poparcia” 3 sektora – działania lokalne są umiarkowanie sensowne. Jeśli nie będzie wspólnie-tworzonej platformy wiedzowo-praktycznej 3 sektora, to nawet najlepsze podejście będzie tworzone tylko dla Autora i kilku, kilkunastu, kilkuset – znajomków. Oczywiście lepiej zmieniać lokalnie niż wcale. Debaty sokratejskie to względnie sprawdzony sposób w tej kwestii.

    V – antyuniwersytet w praktyce jest spoczko :) ogarnąłem jeden kurs (tak mi się przynajmniej zdaje). Umiarkowanie chce mi się to czytać. Ale dam radę. Ogólnie długi tekst – ma się ochotę powiedzieć TLDR.
    Jest baaardzo dużo komercyjnych czy NGOsowych klubów mastermindowych – samokształceniowych. Uczyłem tego w INSPRO przykładowo jak miałem przyjemność być jednym z prowadzących w Kuźni Kampanierów https://kampanierzy.pl/kategoria/eksperci/ plus pewnie byś się zgadał z Rafałem Górskim – według mnie macie zbliżone (mocno teoretyzujące) podejście, może zrobicie coś razem?
    Tak w organizacjach brakuje podejście turkusowego, są mocno oporne pod tym kątem, nie innowacyjne, stare i zakurzone, aż często żal patrzeć.
    Zgadzam się, że organizacje jednoczące, federacyjne, klastrowe etc. powinny wziąć większą odpowiedzialność pod tym kątem.

    Ogólnie tak pewnego rodzaju ‘wolność’ jest aktualnie trochę zagrożona zarówno 3 sektora jak i sektora przedsiębiorczego.

    Nie zgadzam się z częścią tego co Twoim zdaniem Autorze jest kluczowe, ale ogólnie dobrze prawisz “polać mu” ;). Grupowe samokształcenie jako takie zdecydowanie wydaje się być dobrym kierunkiem.

    Ogólnie pomimo, że się z wieloma rzeczami i diagnozami nie zgadam, to dobrze, że jesteś Piotrze i dobrze, że działasz :). Tak trzymaj drogi Autorze :).
    Pozdrawiam
    Bartłomiej Świstak Piotrowski
    anno domini 2017-11-11

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Ładowanie