Ideologia sektora (5)
Jest jeszcze jeden wymiar relacji państwo – organizacje. Przez wiele lat transformacji organizacje pozarządowe traktowane były jedynie jako dostarczyciel usług. Dominowało przekonanie, że jeśli już mamy własne państwo, w wolnych wyborach wyłoniliśmy włodarzy kraju i gmin, to nie ma po co na tę władzę wpływać czy ją kontrolować.
Umówmy się, że ten typ myślenia do niedawna dominował w sektorze. Co prawda już na początku tego wieku zaczęto mówić o kwestiach kontroli jako ważnym elemencie zadań sektora, jednak jeszcze w roku 2003 świadomość ta dopiero raczkowała – pokazuje to np. specjalny numer Dziękuję 7-2003. Czy coś się zmieniło?
Władza uzurpatorska
A przecież historia organizacji obywatelskich pokazuje, że obywatele zawsze zdawali sobie sprawę, że nie każda władza jest uprawniona do rządzenia. Trudno dziś np. podważać zasadność powstań polskich, choć powstanie listopadowe potępił papież Grzegorza XVI, stwierdzając: „Wiemy, że posłuszeństwo, które ze strony ludzi należy się ustanowionym od Pana Boga władzom, jest prawem bezwzględnym”. Dziś uznajemy, że posłuszeństwo władzom nieposiadającym legitymacji do rządzenia się nie należy. Co więcej, władza, która nawet tę legitymację ma, zawsze może ją stracić. W dawnej Rzeczypospolitej szlachta mogła monarsze, który nie wywiązywał się ze swoich zobowiązań, wypowiedzieć posłuszeństwo. W końcu, jakkolwiek na to spojrzeć, rewolucja Solidarności (1980-1989) była formą wypowiedzenia przez społeczeństwo posłuszeństwa narzuconej władzy.
Bo większość nie zawsze ma rację
W historii działalności społecznej widać też wyraźnie, że nie zawsze władza, która ma formalną legitymację do rządzenia, nie powinna być kontrolowana. Demokratycznie wybrana władza może przecież robić głupie rzeczy (np. uciskać mniejszości) i wtedy musi liczyć się z reakcją społeczną, a czasem i społecznym buntem. Bowiem demokracja to nie tylko, i chyba nie przede wszystkim, rządy większości, ale subtelny kompromis (pokój społeczny) pomiędzy różnymi grupami społecznymi. Między pracodawcami a pracownikami, między większością a mniejszością, między różnymi ideologiami. Tyle że władza ma do dyspozycji cały aparat, a niezorganizowane społeczeństwo odczuwa często efekty jej nieprawidłowego działania dopiero poniewczasie. Dlatego organizacje pozarządowe, opierające się na silnych wartościach, posiadające pamięć instytucjonalną i zaplecze organizacyjne, mogą (powinny) działać jako swego rodzaju mechanizm ostrzegawczy.
Niebezpieczeństwa jednostronności
Rozwój w ostatnich latach organizacji strażniczych to z jednej strony wynik autentycznego zrozumienia potrzeby kontroli społecznej, z drugiej zaś – zjawisko częściowo sztucznie wygenerowane przez systemy dotacyjne (np. PO KL, Fundusze Norweskie). Udało się jednak pokazać, jaki potencjał tkwi w społecznym zaangażowaniu. Działalność strażnicza okazała się dla niektórych skutecznym sposobem walki politycznej. To może być równie niebezpieczne dla kontrolnej roli organizacji, jak i merkantylizm dotacyjny. Realizowanie kontroli w odpowiedzi na zapotrzebowanie określonych środowisk w silnym społeczeństwie stanowić powinno jedynie nieznaczący margines społecznej kontroli, jednak jeśli stanie się formą dominującą, zniweluje prawdziwą, oddolną inicjatywę. A niebezpieczeństwo czai się nie tylko w ideologii, ale w braku skuteczności. Kontrola społeczna musi być – choćby w perspektywie długofalowej – efektywna. Chodzi przecież o to, by kontrolowany system w wyniku kontroli zmieniał się na lepsze, inaczej nawet najlepsza kontrola nie ma sensu. A skuteczność kontroli powinna opierać się na społecznym poparciu, na wpływie opinii publicznej i oczywiście na skutecznym egzekwowaniu praw. Gdyby okazało się, że nie obywatelskie zaangażowanie, a polityczna afiliacja gwarantuje efekt działań kontrolnych, to wrócimy do instytucji „inspekcji robotniczo-chłopskich”.