Od lat zakupy robię na bazarze przy Banacha. Sprzedające towarzystwo tu mieszane – prócz Polaków Ukraińcy, Ormianie i Wietnamczycy. Przede wszystkim Wietnamczycy. Od lat też zastanawia mnie pewne dziwne zjawisko – zwracanie się do nich (do Ukraińców zresztą też) przez znaczną część kupujących tak, jak w naszym języku zwykło się zwracać do osób zaprzyjaźnionych, blisko spokrewnionych albo całkiem niedorosłych – na ty. Od reakcji powstrzymywała mnie dotychczas głównie obawa przed jej rozwinięciem się w pełnoobjawową awanturę, bo proceder ten nieodmiennie mnie wkurza. Ale dziś byłam akurat pełna wyrozumiałej miłości do świata. I postanowiłam zapytać. Po prostu zapytać. Zwróciłam się więc do na oko sześćdziesięcioletniej kobiety wymachującej majciochami w rozmiarze XXXL i wykrzykującej „daj większe!” z prostym pytaniem: „Dlaczego zwraca się pani do tej pani na ty?”. Odpowiedź („bo taki mam kaprys”) nie do końca mnie usatysfakcjonowała, więc dopytałam „Ale wie pani, że to bardzo niegrzecznie?”. „Niegrzecznie to jest się wtrącać” – odpowiedziała nie bez racji. I tak zagadka pozostała nierozwiązana…
Ale właściwie rozwiązać by się ją chciało. Bo czyż nie jest to czystej wody ksenofobia (czy rasizm)? Przy okazji kryzysu uchodźczego mówimy o lęku przed obcym, o nienawiści do innego, warto dodać tu i pogardę. I to pogardę nie żadnej radykalnej ekstremy, jakichś neofaszystów, co wykrzykują o „white power” i „żydzi do gazu” na murach wypisują, ale pani Kwiatkowskiej z drugiego piętra czy pana Malinowskiego z parteru. Z naszej ulicy. To oni, ci za pan brat z konwenansami, dobrze wychowani ludzie, kłaniający się uprzejmie, uchylający kapelusza, grzecznie pytający o zdrowie czy gawędzący o pogodzie, do nieznanej sobie, dorosłej osoby, z którą dokonują transakcji, mówią, i to mówią tak od lat, „ty, daj mi to”. I nie widzą w tym nic dziwnego.
Warto byłoby przeanalizować powody takich zachowań, bo pewnie niejednego można by się dokopać, ale dziś bardziej zastanawia mnie, dlaczego do tej pory milczałam. Dlaczego wszyscy my, którzy uważamy po prostu, że ludzie rodzą się równi, milczymy. I wiem już, że będę to moje z głupia frant pytanie – „czy wie pani, że to bardzo niegrzeczne?” – powtarzać, ile razy zajdzie potrzeba. Ktoś ze mną?