Czas wojny to nie to, co chciałoby się opisywać. Wojny w słusznych sprawach są równie krwawe, jak te w niesłusznych. Powstania pociągają za sobą ofiary i często drugorzędną kwestią jest to, po czyjej stronie była wina. Jednak czasy burz społecznych nie tylko chętniej są opisywane (w podręcznikach zazwyczaj barwne opisy kilkugodzinnych bitew oddzielone są zdaniem o kilkunastoletniej „przerwie” normalnego życia), ale też często dostarczają nam wielu, czasem pośrednich, informacji. Co robili Jacynicze w czasie powstania listopadowego, nie wiemy, ale co było słychać w Rawszkach, możemy się domyślać.
Żmudź w czasie rozbiorów trafiła pod zabór rosyjski. Nie udało się jej znaleźć w obszarze Księstwa Warszawskiego, ani też później – Królestwa Polskiego. Jeśli jednak spojrzymy na ówczesne mapy, widać pas ziem wciśnięty pomiędzy Prusy i Rosję, biegnący z Warszawy przez Łomżę, Augustów, Sejny, Mariampol, który wygląda jak wyciągnięta ręka, kierująca się ku terenom Żmudzi. A Kowno – o którym później więcej trzeba będzie napisać – jest tu symbolem rozdarcia, dwie połowy miasta w ramach jednego cesarstwa rosyjskiego podlegały dwom różnym reżimom – tak prawnym, jak i np. czasowym (przebycie Niemna wiązało się ze zmianą „strefy czasowej” o 13 dni (różnica między kalendarzem juliańskim i gregoriańskim).
Tak zatem w 1830 roku mieszkańcy Żmudzi, a więc i zapewne majątku Rawszki, słyszeli o polskim powstaniu. Plotki mówiły o wejściu wojsk polskich lada dzień. Z drugiej strony car przygotowywał pobór rekruta i próbował zebrać wszelką broń pozostającą w posiadaniu miejscowej ludności. Spowodowało to w pobliskim powiecie pierwsze, nieudane, rozruchy już w lutym 1831 roku. Buntownicy musieli uciec do Prus, a ci, którym nie udało się ukryć, a była to większość – zostali wydani Rosji.
A jednak w Żmudzi dojrzewały konspiracyjne nastroje, szykowano się do powstania. Było to tym łatwiejsze, że Żmudź w owym czasie „najbardziej była oswobodzona od wojsk moskiewskich. Kompanije robocze koło kanału windawskiego, zakłady instrukcyine dywizyi huzarów, zwykłe garnizony inwalidów po miasteczkach powiatowych i straże pograniczne, składały tu całą siłę nieprzyjacielską”. Potrzebna była tylko iskra.