członkom Stowarzyszenia Dialog Społeczny ten wpis dedykuję
(2) Towarzystwo Przyjaciół Nauk, powstałe w Warszawie w 1801 roku, przez wiele lat istniało bez formalnej rejestracji. Władze pruskie nie przeszkadzały w prywatnych, a nawet publicznych, zebraniach Towarzystwa. Jego działania oparte były w dużej mierze na aktywności członków. Dotyczyło to zarówno prac naukowych i literackich, jak i działań organizacyjnych. Spotkania prywatne odbywały się w salonie Sołtyków, w pałacu hr. Potockiego na Krakowskim Przedmieściu czy w pałacu Tarnowskich. Tylko publiczne spotkania odbywały się w Kolegium ojców Pijarów przy Miodowej.

Collegium Nobilium na akwareli Widok konwiktu Pijarów Zygmunta Vogla, za Wikipedia https://pl.wikipedia.org/wiki/Collegium_Nobilium_w_Warszawie_(pijarskie)
Obowiązki członków
W pierwotnych ustawach (nasza opowieść dotyczy na razie tylko okresu, gdy Warszawa była pod zaborem pruskim) ustalono, że Towarzystwo Przyjaciół Nauk składać się będzie z 60 członków czynnych, z których każdy ma pracować „w dziale nauk sobie właściwym” i ma „w rzeczy należącej do jego działu, wypracować przynajmniej jednę rozprawę [podkr. PF] w przeciągu lat sześciu, i oddać pod sąd Towarzystwa”, a także, o ile mieszkaliby poza miejscem posiedzeń, informować „Zgromadzenie o wszystkich przedmiotach, tyczących się nauk i umiejętności, które lub same za godne uwagi uznają, lub względem nich zapytane będą”. Członków przebywających w Warszawie „obowiązkiem jest znajdować się na posiedzeniach, tak ogólnych, jak działowych” zaś „[n]iebywający na nich ciągle przez trzy miesiące, za odstępnych miejsca swego uznani będą, jeżeli Prezesowi przyczyn nie przełożą”. Jednak „[o]soby siedemdziesiątletnie od wyżej wyrażonych obowiązków są uwolnione“. Oznaczało to, że członkowie powinni samodzielnie pracować nad rozprawami i uczestniczyć w życiu Towarzystwa…
Wynik wcześniejszego zaangażowania
Wiele z tych prac zapoczątkowanych było jeszcze przed powstaniem Towarzystwa. Dotyczyło to zarówno pierwszego w Polsce muzeum historycznego, czyli Świątyni Sybilli w Puławach, jak i całej działalności Izabeli Czartoryskiej i jej męża, późniejszego członka Towarzystwa Adama Kazimierza Czartoryskiego. Podobnym namiętnościom zbierania pamiątek narodowych (w tym wypadku chodziło o starodruki i tworzone z nich biblioteki) oddawali się również późniejsi członkowie Towarzystwa Józef Maksymilian Ossoliński i Tadeusz Czapski. Obaj, jak opisuje Stefan Kieniewicz, „nie szczędzili też wysiłków i zabiegów dla pomnożenia swych prywatnych bibliotek. Pożądliwość ich budziły zwłaszcza stare księgozbiory klasztorne, najczęściej zaniedbane, niedostępne i narażone na zniszczenie. Ossoliński i Czapski, każdy na własną rękę, sami lub z pomocą agentów przemierzali więc kraj od klasztoru do klasztoru, wyłudzając, gdzie się tylko dało, białe kruki, w sposób bardziej lub mniej obcesowy. Próżno braciszkowie bronili się przed najazdem tych »książkołapów«: jeśli nie udało się cennego tomu dostać za darmo, zamienić lub kupić, to »pożyczało się« go na wieczne nieoddanie albo wynosiło się pod płaszczem...”. Warto tu w formie anegdoty przypomnieć o burzliwym posiedzeniu TPN z 3 listopada 1805 r., kiedy to ks. Staszic poinformował, że… zaginęły listy królewskie do Towarzystwa. Prawdopodobnie któryś ze zbieraczy chciał w ten sposób wzbogacić swoją kolekcję, ale interwencja Staszica poskutkowała. Dodajmy jednak gwoli historycznej uczciwości, że wysiłek Ossolińskiego i Czackiego możemy dziś docenić, przeglądając zbiory Fundacji Książąt Czartoryskich (Czartoryski zakupił część zbiorów Czackiego) czy Zakładu Narodowego im. Ossolińskich.A prywatne księgozbiory członków, w tym zbiory Aleksandra Sapiehy i duplikaty Ossolińskiego, stały się początkiem biblioteki Towarzystwa.
Działania organizacyjne
Jednak już po powstaniu Towarzystwa podjęto także wiele działań, które choć nie były przez nie bezpośrednio sygnowane, Towarzystwo inspirowało. W 1801 roku (oficjalne Roczniki rozpoczęły swoje żywoty ponad rok później) zaczął wychodzić silnie związany z TPN miesięcznik o charakterze polityczno-literackim „Nowy Pamiętnik Warszawski. Dziennik historyczny, polityczny, tudzież nauk i umiejętności”. Jego redaktorem był Franciszek Ksawery Dmochowski (pierwszy sekretarz Towarzystwa), a informacje o pracach Towarzystwa, a także teksty jego członków, były ważnym elementem linii pisma.
Kolejne prywatne działania, wynikające wprost z zapotrzebowania zgłaszanego przez Towarzystwo, podjął Tadeusz Mostowski, który „w pałacu własnym przy ulicy Przejazd i Nowolipia założył wielką drukarnię i sprowadziwszy z za granicy najlepszych zecerów, oraz prześliczne czcionki z Paryża i Lipska, rozpoczął na wielką skalę wydawnictwo. W latach 1803-1805 wydał 27 tomów dzieł: Naruszewicza, Orzechowskiego, Górnickiego, Kognowickiego, Kochanowskiego, Szymonowica, Gawińskiego, Zimorowicza, Lipińskiego i innych, po nader umiarkowanej cenie, jedynie w celu rozpowszechnienia języka i poprawy jego, zepsutego wielce naleciałościami cudzoziemczyzny”.
W 1804 roku TPN przyczyniło się niewątpliwie do powstania męskiej szkoły średniej – Liceum Warszawskiego (pierwszej takiej placówki w zaborze pruskim), której rektorem został zasłużony członek Towarzystwa Samuel Bogumił Linde. Kolejny członek Tadeusz Czacki rok później (w zaborze rosyjskim) doprowadził do powstania Liceum Krzemienieckiego.
Prace merytoryczne
Towarzystwo starało się inicjować powstawanie opracowań czy tłumaczeń, które wydawały się potrzebne. Przede wszystkim zlecano je członkom. Na posiedzeniu 15 maja 1802 r. prezes Albertrandi mówił o szeregu ksiąg „bądź już opracowanych, lub też w robocie będących, któremi piśmiennictwo ojczyste wzbogacone będzie (…) Już tego samego dnia »w wielkiej obfitości po całym kraju, bezpłatnie rozdaną być miała »nauka obyczajowa dla ludu« zmarłego niedawno przedtem członka Towarzystwa X. Piramowicza; zapowiedziano nadto tablice wag i miar ks. Alexandra Sapiehy, rozprawę o Koperniku Jana Śniadeckiego, gramatykę polską X. Kamieńskiego, słownik języka polskiego Lindego, pracy, »której już odebrane wzory każą się spodziewać, iż nie tylko słów staropolskich, ale i tych, których potrzeba później wprowadziła używanie, i tych, którym narodowość polską ostatnie przyznały wieki, wyrazów oraz językowi temu właściwych, najobfitszym słownik ten stanie się składem i nieprzebrane ojczystego języka okaże dostatki«.
Zapowiedziano część drugą Retoryki X. Piramowicza, zaleconej ongi przez zacnej pamięci komisyę edukacyjną, logikę Józefa Kalasantego Szaniawskiego, matematykę X. Zaborowskiego, architekturę braci Stanisława i Alexandra hr. Potockich, chemię ks, Alexandra Sapiehy, mineralogię Komarzewskiego, oraz inne działy nauk przyrodniczych w opracowaniu Szeydla, Jackiewicza i X. Jundziłła; nowe wydanie Iliady, w przekładzie Dmochowskiego”.
Problemy z aktywnością
Oczywiście nie zawsze spotykało się to z akceptacją, i tak na posiedzeniu16 grudnia 1802 roku odczytano np. listy „członków: Drów Wasilewskiego i Twardochlebowicza, wymawiających się od poruczonych sobie obowiązków, z powodu nawału innych zajęć »bądź stanowczo, lub też pod warunkiem, że przedmiot zadany do opracowania zmienionym zostanie na inny (…)«”. Tak więc nie wszystko szło w Towarzystwie gładko. Już w 1803 roku dał się w organizacji zauważyć kryzys. Prezes takimi słowami zwrócił się wówczas do członków: „Na waszej tedy pilności, przezacni koledzy, na pracowitości nieustannej, polega honor Towarzystwa [podkr. PF] w swojej zupełności i tego Oddziału, który, z ustanowienia onego, tu, w głównem siedlisku jego, ruchem tej machiny kierować powinien. Ubliżyłoby to honorowi Towarzystwa i Narodu, którego cień przedstawia, gdyby, ściągnąwszy na się wejrzenie całej uczonej publiczności, napełniwszy pogłoską swej ustawy publiczne pisma, ogłosiwszy się przed rządem, monarchami, przed Europą — powietrze, którem zrazu tchnęło to Zgromadzenie — miało tchnienie mu na tem miejscu ostatnie przyspieszyć, albo, przynajmniej trzech lat niedorosłą młodość – w zgrzybiałą przemienić starość. (…) Przeto, najusilniej upraszam Szanownych Kolegów, aby przepisanych ustawą posiedzeń w czasie wyznaczonym nie opuszczali i dwóch tych dni, albo raczej, kilku godzin ofiarą, wywiązać się usiłowali tej Ojczyźnie, przez wydoskonalenie literatury narodowej i przyspieszenie wzrostu ojczystych nauk!”. Jednak Towarzystwo, po wykluczeniu kilku członków i odwołaniu się do szerszej publiczności (konkursy na tworzenie prac na zadany temat), swoją aktywność kontynuowało.