Kiedy poproszono mnie o miniwykład dla wolontariuszy, wydawało mi się, że moim zadaniem jest przede wszystkim wskazać na wielką wagę wolontariatu oraz podziękować wolontariuszom za ich zaangażowanie i trud (kolejność nieprzypadkowa – o tym za chwilę). Oto bowiem śp. biskup Chrapek w liście z 2001 roku podkreślał:
„specyficzna i wzniosła natura wolontariatu domaga się od nas wzniosłych definicji i wzniosłego mówienia o nim. Niepowodzenia wielu wolontariuszy, ale także wiele naszych własnych zaniechań względem dobra rodzą się nie tylko z braku inspirujących przykładów, ale także z braku życzliwego słowa; życzliwego zaciekawienia, a wreszcie życzliwej wdzięczności. Brak żywego słowa, które mogłoby wyrazić dobro, na jakie oczekujemy my lub inni, sprawia, że to dobro faktycznie nie rodzi się pośród nas, a jeśli nawet się rodzi, łatwo obumiera. Często kilka złośliwych, małodusznych słów ze strony najbliższych potrafi zniweczyć niewielkie, lecz niezwykle cenne dzieło człowieka — dzieło podjęte w dobrej wierze i z najlepszymi intencjami, a zatem na pewno przekraczające tego, kto je podjął. To właśnie dlatego mówić dobrze o innych, o ich zamierzeniach, a także o ich niepowodzeniach — zawsze jednak mówić z wielką miłością, jest naszym podstawowym obowiązkiem względem wolontariatu. Wielkie ludzkie czyny są zawsze bardzo niepozorne i bardzo proste. Zawsze jednak domagają się słów, które tak jak owe czyny, niosą w sobie tylko miłość”.
Czym jest wolontariat?
Nie dojdziemy jednak daleko w rozmowie o wolontariacie, jeśli zaczniemy od wzniosłych definicji czy analizy współczesnego skomplikowanego świata. Wolontariat bowiem to po prostu odruch pomocy, ten pojedynczy “dobry uczynek”. Wynikać może on z różnych przyczyn; z dobrego wychowania, współczucia, pobudek humanistycznych czy religijnych. Robimy, bo uważamy, że tak trzeba – reagujemy na niesprawiedliwość, nieszczęście, fałsz… Oczywiście efekty takich działań mogą być różne. Z literatury młodzieżowej znamy przykłady takich dobrych uczynków. Makuszyński w Wyprawie pod psem opowiada historię o kimś, kto uratowawszy samobójcę, usłyszał „uratowałeś mnie, to mnie teraz utrzymuj”, Niziurski zaś, bodaj w „Naprzód Wspaniali”, opowiada o pewnym pechowcu, który chciał zostać członkiem „Niewidzialnej ręki” (takiego wolontariatu PRL-owskiego) i w nocy przerzucił cały wóz węgla do piwnicy staruszki, tyle że pomylił okienka piwniczne. Dobre serce nie zwalnia zatem od myślenia i najlepsze nawet intencje mogą prowadzić do niekoniecznie oczekiwanych skutków. Tu jednak będziemy mówić o w większości dobrych owocach społecznego zaangażowania.
Ten dobry uczynek, który jest z pewnością czynem wolontariackim i trzeba o nim pamiętać, bo to podstawa wolontariatu, może się przemienić w pomoc systematyczną, systematyczne zaangażowanie. Tu do dobrych intencji, chęci działania i odpowiedzialności za swoje czyny dochodzą kolejne cechy wolontariuszy; wytrwałość, świadome poświęcenie własnego czasu i zasobów. Taka – bardziej już systematyczna – pomoc często wymaga współpracy. Okazuje się bowiem, że razem łatwiej, że razem skuteczniej, razem, czyli wzajemnie się motywując. Tak właśnie powstają organizacje (te nieformalne i te formalne), czasem też wolontariusze trafiają do organizacji, społecznych czy pozarządowych, już istniejących. Ale to już trochę inna historia, o tym za chwilę. Teraz wróćmy jeszcze do listu bp Chrapka, który podkreślał, że wolontariat
„Nie jest bowiem jedynie jakąś „służbą dla dobra ludzkości” ani też tylko „pracą ofiarowaną dobrowolnie najbardziej potrzebującym”. Wolontariat nie jest także jakimś sposobem na spędzanie wolnego czasu ani też metodą szerokiej integracji środowiskowej. Owszem, wolontariat spełnia wszystkie te funkcje społeczne, jednak to nie one definiują go w swej istocie. Wiedzą o tym najlepiej sami wolontariusze, którzy z reguły bardzo rzadko mówią o swoich zaangażowaniach w kategoriach czysto społecznych, natomiast prawie zawsze wskazują na konkretne wartości osobowe. (…) Tak się bowiem składa, że ci, którzy służą innym, poświęcają im swoje siły i czas, doświadczają czegoś, co ich samych przekracza. Jest to przeżycie ważne, podobne do religijnego doświadczenia transcendecji, a zatem równie jak tamto niełatwe do zdefiniowania. Dlatego nie można się dziwić, że pytani o motywy swoich działań wolontariusze podają często najprostsze z możliwych uzasadnienia: „Bo tak trzeba”, „bo tak postąpiłby każdy”, „bo tak chce Bóg”. Te na pozór zdawkowe odpowiedzi mówią o czymś bardzo ważnym: wolontariat angażuje całą osobę, cały świat jej wartości, w tym także wartości najwyższe”.
Nowoczesna wizja wolontariatu
W niedawno wydanej książce Marty Kukowskiej „Przepis na wolontariat” czytamy:
„Współczesny świat jest coraz bardziej zdominowany przez globalizację ekonomii, biurokracji, przemocy. Jeśli nie ma zmieniać się w świat nieludzki rządzony prawami, których nie rozumiemy, musimy przeciwstawiać bezdusznej globalizacji globalizację solidarności. Na tym właśnie polega istota wolontariatu”.
Ta definicja odwołuje się wprost do nauczania Jana Pawła II, gdy papież, zwracając się do „armii pokoju”, czyli właśnie do wolontariuszy, mówił:
„Jesteście znakiem nadziei w naszych czasach. Wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z brakiem nadziei i cierpieniem, otwieracie niewyczerpane źródła poświęcenia, dobroci posuniętej aż do heroizmu, które wypływają z ludzkiego serca”.
To podejście pojawia się – jak podkreśla Staś Gawroński w swojej książce „Ochotnicy miłości bliźniego” – w latach siedemdziesiąte ubiegłego wieku. Wtedy to zaangażowanie społeczne w kwestii pomocy najbardziej potrzebującym przekroczyło granicę indywidualnej dobroczynności, która czasem ukrywała jedynie ograniczenia władzy państwowej. Od tej to pory – jak chce Gawroński – mówimy o wolontariacie jako
„o ruchu obywatelskim z aspiracjami dojrzałymi, głębokimi”.
Czym jest wolontariat w organizacji?
Czy jednak takie podejście nie wymaga za dużo od wolontariuszy? A domaga się tego nie tylko Nauka Społeczna Kościoła. Wolontariat – tak jak opisywał to biskup Chrapek – ma charakter ponadreligijny, czego
„[p]rzykładem mogą być liczne świeckie organizacje pozarządowe, które od lat w Polsce z wielkim oddaniem służą ludziom biednym, bezdomnym, chorym, uzależnionym itd.”.
Mało tego, coraz częściej wolontariat dotyczy nie działań filantropijnych, ale szerzej – kulturowych czy demokratycznych. Obecnie modna tzw. partycypacja to nic innego, jak oczekiwanie, że wolontarystycznie zaangażujemy się w myślenie o dobru wspólnym, o naszej wspólnocie – tej mniejszej i tej większej. Zaangażowanie w konsultacje publiczne, petycje do władz, a nawet udział w ulicznych demonstracjach, to wyraz takiego wolontarystycznego zaangażowania. Tu znów odwołajmy się do listu bp Chrapka, w którym zwraca on uwagę na konieczność odwoływania się „do powszechnie akceptowanych przez ludzi dobrej woli wartości” oraz na to, że:
„Wolontariat jest obowiązkiem głęboko rozumianego patriotyzmu oraz fundamentem dojrzałej humanistycznej demokracji”.
To rzeczywiście wielkie wymagania, ale wspólnie zmierzyć się z nimi jest łatwiej. Po to są organizacje pozarządowe. W tym kontekście wolontariat w organizacji jest wspólnym uczestniczeniem w zmienianiu świata na lepsze, gdzie organizacja jest demokratycznie kształtowaną przestrzenią, która organizuje pracę w określonym kierunku. Tu kumuluje się wysiłki, zapewnia synergię działań. Stąd należałoby zapytać się raczej:
Czym jest wolontariat dla organizacji?
Karta Zasad Działania Organizacji Pozarządowej mówi, że podstawą działania organizacji jest „wolontarystyczne zaangażowanie obywateli”, co oznacza, że bez pracy społecznej członków i bez wolontariuszy organizacja nie spełnia podstawowego kryterium pozwalającego jej określić się jako pozarządowa, społeczna, wolontarystyczna czy obywatelska. Dlaczego tak jest? Są dwie podstawowe odpowiedzi na to pytanie.
Pierwsza mówi, że jeśli organizacja wykonuje swoje zadania jedynie na czyjeś zlecenie, to nie różni się praktycznie od jednostki samorządowej czy nawet firmy komercyjnej. O tym, że organizacje społeczne są niezbędne w dzisiejszym świecie, nie decyduje fakt, że otrzymują i wydają pieniądze. We wspomnianej już wyżej książce Stasia Gawrońskiego pojawia się takie sformułowanie:
„Prawdziwa istota wolontariatu na tym właśnie polega. Podejmuje się on zadań, których nikt nie podejmie w sposób tak bezinteresowny, z tak silną i altruistyczną motywacją” (Gianfranco Bettin).
Oznacza to, że organizacje pozarządowe są potrzebne właśnie tam, gdzie potrzeba czegoś więcej niż pieniędzy i profesjonalnej wiedzy. Dlatego na początku mówiłem o podziękowaniu w pierwszej kolejności za zaangażowanie, a dopiero w następnej za trud. Nie jest tak, że trud, wysiłek nie jest ważny, że profesjonalna wiedza nie jest ważna, że pieniądze nie są ważne. Chodzi o to, że bez tego bezinteresownego zaangażowania nie dadzą one takich efektów, o które chodzi. To wolontariusze dają tu swoją pracę, która gdy jest dobrze wykorzystana, przynosi ogromne efekty.
Druga odpowiedź dotyczy zupełnie innej sfery. We wspomnianym wyżej podręczniku „Przepis na wolontariat” znajduje się takie oto sformułowanie:
„Wolontariusz jest potrzebny instytucjom kultury przede wszystkim po to, by je nieustannie wytrącać z biurokratycznych kolein” (dr Paulina Bednarz-Łuczewska)
Ja nie jestem zwolennikiem wolontariatu w instytucjach publicznych – choć jest to dopuszczone prawnie, ale co do istoty tego zapisu zgadzam się w 100 procentach. Wolontariusze to wizytówka organizacji, to symbol, że jest ona otwarta, nie ma nic do ukrycia, a jej działania są sensowne. Są więc wolontariusze także w dużej mierze elementem swego rodzaju systemu immunologicznego takich instytucji, które z istoty nią są wystarczająco demokratyczne (instytucje publiczne, fundacje) lub w których wewnętrzna demokracja szwankuje (spora część dzisiejszych stowarzyszeń). Są też życiem, inicjatywą, źródłem energii dla organizacji, które bez nich szybko kostnieją, poddając się naciskowi urzędniczych procedur lub konieczności rynkowych.
Tak więc bez wolontariuszy nie ma dzisiaj prawdziwych organizacji. A zatem dzisiaj trzeba życzyć wolontariuszom nie tylko zapału i zaangażowania, ale także dobrych, przyjaznych im organizacji. A organizacjom trzeba przypominać – wiele badań pokazuje, że osób, które deklarują chęć zaangażowania się, jest znacznie więcej niż zaangażowanych już wolontariuszy. To wyzwanie, a najlepszym sposobem na pozyskanie kolejnych ochotników jest sensowne korzystanie z pomocy tych, których udało się Wam zachęcić.