Do refleksji skłoniły mnie ostatnie wydarzenia, w których główną rolę grał pełnomocnik rządu do spraw równego traktowania, który – przypomnijmy – jest równocześnie pełnomocnikiem rządu do spraw społeczeństwa obywatelskiego. Nikt nie krył od początku, że ta druga rola jest dla ministra Wojciecha Karczmarczyka priorytetowa. Czy jednak można oddzielić jedno od drugiego? Czy można być dobrym pełnomocnikiem w obszarze rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, pomijając kwestie równości?
Dyskusja o wartościach
W tym kontekście przypomniała mi się dyskusja, w której uczestniczyłem bodaj roku w 2007. Brał w niej udział, co ważne, również prof. Piotr Gliński, obecnie wicepremier i szef pełnomocnika. Dyskusja odbyła się przy okazji tworzenia Indeksu Społeczeństwa Obywatelskiego. Tych, którzy nie pamiętają tych badań, odsyłam do raportu z 2007 r. Dla nas istotne jest, że jednym z ważnych wymiarów oceny jakości społeczeństwa obywatelskiego była kwestia wartości. W badaniu odnoszono się do takich wartości, jak: demokracja, przejrzystość, tolerancja, walka z przemocą, równość płci, przeciwdziałanie ubóstwu i ochrona środowiska. W sumie w ocenie wypadliśmy całkiem nieźle, ale badanie, według niektórych członków panelu ekspertów, w tym Piotra Glińskiego, nie wyczerpywało wszystkich wartości, które mogą być ważne dla organizacji. Wśród wymienianych wartości była i tradycja narodowa.
Konflikt wartości
Oczywiście organizacje są różne i różne wartości i cele noszą na sztandarach. To dobrze. Jednak co w sytuacji, gdy jedne wartości okazują się sprzeczne z innymi? Gdy nagle organizacje pozarządowe uznają, że demokracja, przejrzystość, tolerancja, walka z przemocą, równość płci, przeciwdziałanie ubóstwu i ochrona środowiska nie są wystarczająco ważne. Gdy pojawiają się usprawiedliwienia dla niedemokratycznych metod, nietolerancji, stosowania przemocy, nierówności płci, akceptowania ubóstwa i niszczenia środowiska naturalnego. Co wtedy? Możliwe są dwie odpowiedzi. Pierwsza: mamy takie społeczeństwo obywatelskie i nie ma co wybrzydzać – to ludzie sami decydują, które wartości uznają, a których nie, i druga: nie każda aktywność społeczna jest obywatelska (tak jak nie każde łamanie prawa jest od razu obywatelskim nieposłuszeństwem), nie każdą organizację możemy uznać za spełniającą kryteria bycia członkiem wspólnoty, jaką jest społeczeństwo obywatelskie. Możemy mieć do czynienia ze zorganizowanym społeczeństwem nieobywatelskim.
Poprawność polityczna
Tu dochodzimy do kwestii tego, kto ma prawo oceniać, czy ktoś jest obywatelski, czy nie, czy ma prawo głosić swoje poglądy, jakiekolwiek by one były. I pojawia się kwestia poprawności politycznej, która często jest wyśmiewana – wskazuje się na kuriozalne przykłady zakazów i nakazów nakładanych przez państwo na obywateli. Ale przecież poprawność polityczna w swej istocie nie jest niczym innym niż kultura osobista. Człowiek przyzwoity nie „wali w mordę”, nie obraża, nie wykorzystuje swojej przewagi nad słabszym itp. To o te wartości chodzi w ocenie organizacji pozarządowych. Muszą być przyzwoite, a poza tym mogą robić właściwie, co chcą? Jest tu miejsce na nieustający spór, w którym jedni będą widzieli w obywatelu członka narodu, inni członka społeczeństwa otwartego, inni jeszcze posiadającą prawa jednostkę w opresyjnym państwie, czy wręcz przeciwnie – posłusznego poddanego tegoż państwa. Czy zatem pytanie dotyczy nie tego, jaki mamy cel, ale jakie stosujemy metody?
Ideologia gender
Tu pojawia się pewien problem. Otóż, według niektórych, za tymi powszechnie uznawanymi wartościami stoi jakaś spójna ideologia, która zniewala. Przedstawia nam świat nie taki, jakim jest, ale taki, jakim mamy go widzieć. Narzuca nam sposób myślenia. Wbrew pozorom to bardzo poważny problem. Zresztą mocno podkreślany np. w myśli marksistowskiej, gdzie mowa o fałszywej świadomości, która nie pozwalała robotnikom zrozumieć ich rzeczywistych potrzeb i realnych sposobów ich zaspokojenia, czyli rewolucji. Czy rzeczywiście żyjemy dziś w „matriksie” i wystarczy przełamać polityczną poprawność, by wyzwolić ludzi? Wielu uważa, że tak. Problem jednak, że zwalczając poprawność polityczną, równocześnie możemy umożliwić ludziom „niecywilizowanym” (tu ten drugi rodzaj tłumaczenia civil society jako społeczeństwo cywilizowane bardzo się przydaje) na działania niezgodne z tym, co uważamy za dobre. Właśnie na nienawiść, przemoc, nietolerancję czy wykorzystywanie, krzywdzenie słabszych.
To, co bezdyskusyjne
Oczywiście dziś twierdzenie, że kobiety są dyskryminowane, nie jest tak oczywiste, jak sto lat temu. Ale nikt o zdrowych zmysłach nie stwierdzi chyba, że ówczesna sytuacja była do zaakceptowania. Że kobiety powinny być pozbawione praw publicznych, nie powinny móc posiadać własności, nie móc decydować o losie swoich dzieci, nie móc studiować czy głosować. W tej kwestii chyba nie ma wątpliwości, choć wtedy wielu było przeciwników takich rozwiązań. Równość traktowania to wielkie osiągnięcie, które dokonało się dzięki zaangażowaniu wielu aktywistek i aktywistów, wielu organizacji społecznych. Jest wielką zdobyczą współczesnego społeczeństwa obywatelskiego. Może więc dobrze się stało, że pełnomocnik ds. społeczeństwa obywatelskiego został również pełnomocnikiem ds. równego traktowania. To jednak, jak starałem się pokazać wyżej, bardzo powiązane kwestie. Mam silne przekonanie, że pełnomocnik albo spełni się w obu rolach, albo w obu zawiedzie.
Jeśli chodzi o kwestię “walenia w mordę”, to mam nieco inne zdanie. Jak trafnie, to strzelić nie zawadzi 😉
Jeśli społeczeństwo obywatelskie rozumiemy jako to, co dzieje się pomiędzy państwem a rynkiem, całą tę aktywność członków danej zbiorowości, to zestaw wartości tegoż społeczeństwa może być różny. Problemów jest wiele. Na przykład, rozbieżność pomiędzy tym, co deklarowane, a tym, co faktycznie realizowane. To w moim odczuciu jeden z głównych grzechów organizacji pozarządowych: co innego głoszą, a co innego robią. Innym inkluzywność versus wyłączenie poza nawias, tych którzy nie są wyznawcami głoszonych publicznie wartości. I jeszcze wiele innych.
Problemów z ekipą, która aktualnie zabiera się za kształtowanie społeczeństwa obywatelskiego jest kilka: po pierwsze ideologizacja i to nie tylko tego obszaru, ale sfery kultury, co właściwy Minister już na początku swoich rządów nie omieszkał zapowiedzieć. A co za tym idzie premiowanie i/lub wyłączanie (w zależności od tego jak się dalej rozwinie opór społeczny, a tu na dwoje babka wróżyła) wybranych środowisk. Przechodzenie do porządku nad, czy wręcz przykładanie ręki do destrukcji pewnego ustalonego zestawu wartości regulujących funkcjonowanie państwa (zasady demokratycznego państwa prawa w XXI wieku). Przymykanie oka, tolerancja, a nawet sprzyjanie środowiskom, które wyznają i realizują wartości sprzeczne z tym kanonem, ograniczające sferę wolności obywatelskich i indywidualnych (narzucanie światopoglądu, ataki słowne, fizyczne, symboliczne na osoby o odmiennym światopoglądzie), wręcz bezpośrednio zagrażające grupom i jednostkom (rdzennym i napływowym).
W tych kontekstach równość jest zatem równie ważna, co społeczeństwo obywatelskie. Oczywiście społeczeństwo obywatelskie może funkcjonować, a nawet rozwijać się w systemach blokujących aktywność społeczną, narzucających system wartości nakazanych. Choć trzeba wiedzieć, że szybko okaże się, że są to jedynie wartości deklarowane.