Odbyło się coroczne walne Stowarzyszenia Dialog Społeczny. Odbyło się zgodnie z zasadami sztuki i przy przestrzeganiu zapisów statutu, a jednak nie była to ani sztampa, ani fikcja. Nie znaczy to, że nie pojawiły się typowe dla organizacji problemy… Były problemy prawne (a prawników wyśmienitych u nas dostatek) i interpretacyjne. Okazało się, że mamy pewne zaległości (brak regulaminu komisji rewizyjnej), a ponadto, z uwagi na to, że każdy z nas jest zaangażowany w wiele inicjatyw, wcale nie było łatwo o odpowiedzialne decyzje o kandydowaniu do nowego zarządu czy komisji, a jednak… było więcej chętnych niż miejsc. Dodatkowo chcemy podzielić się tu doświadczeniem – i wynikającą z niego nauką – jak ciekawe, wesołe i pouczające może być walne zgromadzenie.
Co robi stowarzyszenie?
Czy prezentacja działań stowarzyszenia jest nudna dla członków? Jeśli tak, to dzieje się w stowarzyszeniu coś niedobrego. Bo albo jego działania są dla członków nieciekawe – to co oni właściwie w nim robią?, albo prezentuje się nie to, co jest najciekawsze, co mogłoby pozwolić osobom uczestniczącym w zebraniu na włączenie się w prawdziwe planowanie lub prawdziwe podejmowanie decyzji. Tam, gdzie decyzje “podejmują się same” (np. musimy realizować wygrane projekty i na nic innego czasu nie mamy, wystarcza nam sił, by przetrwać kolejny rok, zarząd podejmuje decyzje i sam je realizuje), gdzie nie ma co planować, bo przecież zależymy w 100% od tego kto, na co i kiedy da nam pieniądze – zebranie jest czystą formalnością.
Czym jest Walne Zgromadzenie w stowarzyszeniu?
A przecież walne zgromadzenie to najwyższa forma partycypacji. Tu właściwie wszystko od nas zależy. Tu możemy podjąć wspólną decyzję, a potem zrobić wszystko, by ją zrealizować i ocenić, czy nam się udało. W jakich konsultacjach, jakim budżecie partycypacyjnym, w jakim nawet ciele dialogu obywatelskiego mamy taką szansę? Nigdzie, tylko w naszym stowarzyszeniu. Grzech byłby z tego nie skorzystać. Jasne, że nie jest to proste, szczególnie gdy się spotkanie prowadzi. Jeśli jednak zebrani ludzie to przyjaciele, albo przynajmniej ludzie, którzy widzą wspólny cel i są pełni dobrej woli (a kto inny powinien wstępować do stowarzyszeń?), to co może nam przeszkodzić w dojściu do porozumienia? Tu nie potrzeba głosować, tu demokracja powinna być w dużym stopniu dochodzeniem do kompromisu – warto zerknąć do poradnika “Razem – trudniej czy łatwiej”, gdzie czytamy: “pamiętajcie, że większość może mieć nawet rację (choć nie zawsze), ale głosowanie większościowe to zawsze przegrana. Dobrze jest umieć przegrywać w demokratycznych strukturach, ale po co, jeśli nie trzeba?” Jeśli nie umiemy się dogadać, to jak nauczymy się współpracować?
Niebiznesowy model organizacji a walne zebranie
Ze Stowarzyszeniem Dialog Społeczny jest tak, że – odwołując się za Kasią K. do klasyki – może być jednocześnie twórcą i tworzywem. Dialog próbuje praktykować niebiznesowy model organizacji, choć już sama ta kwestia budzi gorące spory. Na ile jest to model zarządzania, a na ile model działania. Czy można promować coś, co jest spontaniczne i powinno być dostosowane do bardzo konkretnych potrzeb, np. czy wzorcowy statut lub regulamin to nie pęta nakładane na walnych obywateli? Wymiana doświadczeń, zrozumienie, jak kto z nas problem widzi (bez konieczności wypracowania w tym wypadku jednolitego zdania) to jest wartość stowarzyszenia. W jednym się zgadzamy i to robimy (u nas stowarzyszenie jako związek przyjaciół), a inne (np. sposób zarządzania) testujemy w praktyce. Oczywiście w innych stowarzyszeniach może być podobnie, choć przecież nie tak samo. Sami możemy decydować o tym, co i jak sami zrobimy. Bez konieczności gry w Salonowca.
Uchwały jako twórczość
Trudno przekazać wszelkie nauki, jakie mogliśmy wyciągnąć z ostatniego walnego zebrania członków Stowarzyszenia Dialog Społeczny. Niby niektórzy z nas już wiedzieli, ale wiedzieć, a doświadczyć… Opowiemy. Ogromna dyskusja toczyła się na temat wskaźników (na sam dźwięk zimno się robi), czy mamy sobie określać wskaźniki. Czy nie będzie tak, że jak uchwalimy, to zarząd będzie zobowiązany a członkowie nie. A może inaczej, niech każdy z członków do czegoś się zobowiąże? Ale każdy indywidualnie czy wszyscy tak samo? Znów jak w Rejsie! I tu Przemek Ż. występuje ze śmiałą tezą, że za bardzo boimy się uchwał. Mamy prawo zadecydować sobie, co chcemy. Możemy zadeklarować sobie, że napiszemy setki tekstów. Od nas zależeć będzie nie tylko, czy to zrobimy, ale też jak się potem ocenimy. Jednych liczby zadeklarowane zmobilizują, inni być może za chwilę o zobowiązaniach zapomną. Zobaczymy. Nikt z tego powodu nas nie będzie ścigał (jak w projektach), nikt (poza nami samymi) nie będzie nas osądzał. Mamy prawo uchwalić co zechcemy – oczywiście, jak u Szwejka, “w granicach prawa”. Więc uchwaliliśmy (z trzema głosami wstrzymującymi się), że “Walne Zebranie stwierdza, że jesteśmy mądrzy, piękni i/lub wspaniali, może nam nie wyjść, ale i tak tacy pozostaniemy“. CDN.