Ideologia sektora (2)
Mój wpis o „ideologicznej bezradności” sektora – zgodnie z przewidywaniami – nie wzbudził większej reakcji. Teraz pojawia się tekst Romy Aziewicz, sugerujący, że to wcale nie konserwatywne środowiska były dotychczas wykluczone, ale te, które chciały zmienić merkantylne podejście do działań sektora. To chyba ciekawy punkt wyjścia do dalszej dyskusji o strukturze finansowania organizacji. Dla mnie jednak jest w nim znów unikanie kwestii różnic ideowych. Czym różnią się organizacje dotychczas będące w „mainstreamie” od tych, które uważały się za wykluczone? Bo jeśli tylko skutecznością, to zmiana w istocie nic nie zmieni…
Siła napędowa sektora
Zdaje mi się, że większość aktywistów sektora dała się przekonać, iż to właśnie pieniądze, a nie idee, są w nim siłą napędową. Przecież o sukcesie decyduje znajomość procedur konkursów grantowych i sposobu wypełniania wniosków. Nie chcemy zmieniać rzeczywistości (społeczeństwa, państwa, rynku), a jedynie dobrze się do niej przystosować. Na razie to działa i racja jest utożsamiana z sukcesem w konkursie dotacyjnym. Oznaczałoby to, że w istocie to sponsor wyrokuje, co jest obiektywnie słuszne, a nie obywatel i organizacja, do której należy. To przekonanie leży u podstaw „dobrej zmiany” w sektorze. Poprzednia władza uznawała za dobre jedno, nowa – co innego, i zaczyna finansować „swoich”. Nie chodzi więc o finansowanie neutralnych światopoglądowo zadań publicznych, bo ważne jest kto robi, a nie co jest robione.
A jeśli jest jednak tak – o czym ja jestem przekonany – że w długiej perspektywie to nie pieniądze, a idee zmieniają świat? Czy nie okaże się, że zideologizowane organizacje zaczynają przyciągać coraz więcej osób (głównie młodych), zdobywać szerokie poparcie, a co za tym idzie – wsparcie finansowe i polityczne? Na razie widać to w rozwoju ostatnimi laty organizacji narodowo radykalnych. Co mamy do zaproponowania w zamian? Bezideowość?
Minimum historii
W społecznej świadomości nie rozliczyliśmy historii II Rzeczypospolitej – z jej wszystkimi błędami i sukcesami. W dużym stopniu operujemy stereotypami – z jednej strony narzuconymi przez czas PRL-u, z drugiej – wynikającymi z ideowej samoobrony społecznej wobec bolszewickiej propagandy. Brak krytycznej analizy to i brak nauk, które można by wyciągnąć. A przecież mieliśmy wówczas społeczeństwo silnie podzielone, a podział ten dotyczył także organizacji społecznych. Główna oś sporu przebiegała między organizacjami o ideologii narodowo-katolickiej a tymi kontynuującymi tradycje demokratyczno-socjalistyczne, oba rodzaje organizacji zupełnie inaczej widziały dobro wspólne i co za tym idzie – inaczej kształtowały postawy obywatelskie. Osobną kategorię stanowiły organizacje prorządowe, które często odwoływały się do ideologii jednej lub drugiej strony konfliktu, lecz w dużej mierze wprzęgnięte były w system sprawowania władzy i z założenia wspierały rząd (czytaj np. w W poszukiwaniu tradycji). Ktoś powie, marnowanie środków – po co różne, konkurencyjne harcerstwa, różne typy uniwersytetów ludowych itp. Tymczasem – jak wskazuje praktyka – ideowa konkurencja powoduje nie tylko zwiększoną liczbę organizacji (np. dwa chóry w społeczności dwuwyznaniowej), ale także większą ich aktywność.
Różnorodność tradycji
Piotr Gliński, który, póki nie został kandydatem na premiera, był znaczącym teoretykiem społeczeństwa obywatelskiego w Polsce i – co oczywiste – jest jednym z głównych autorów programu PIS dotyczącego wspierania organizacji pozarządowych, wskazywał wielokrotnie na istnienie różnych tradycji społeczeństwa obywatelskiego:
- obywatelsko-republikańskiej – odwołującej się przede wszystkim do cnót i obowiązków obywatelskich,
- liberalnej – kładącej akcent na realizowanie interesów indywidualnych,
- wspólnotowo-solidarnościowej, odwołującej się do socjalnej solidarności.
Czy zatem w zależności od tego, jak rozumiemy dobro wspólne, należymy do innej tradycji? Z innych pobudek robimy to, co robimy, na co innego zwracamy uwagę, inaczej rozkładamy akcenty i… inny efekt w istocie chcemy osiągnąć, choć z pozoru, na zewnątrz nasze wysiłki mogą wyglądać podobnie? Być może wielu z nas nie wie, że mówi prozą. Tak to już jest, że brak wiedzy prowadzi nas do akceptowania działań opartych na intuicji, ogólnych przekonaniach. Być może nie jesteśmy bezideowym społeczeństwem, a po prostu społeczeństwem niedouczonym? W przedwojennym społeczeństwie obywatelsko-republikański odłam organizacji prorządowych – zmagał się w istocie z dwiema różnymi tendencjami w tradycji wspólnotowo-solidarnościowej (gdzie wspólnotą był naród lub wyzyskiwane klasy społeczne). A jak dziś przebiega linia napięcia?