
Problem w tym, że Paweł Załęski – systematycznie (m.in. w swojej książce „Neoliberalizm i społeczeństwo obywatelskie”1) – opisując negatywne zjawiska w sektorze pozarządowym, wyciąga z nich dość nieoczekiwane wnioski. Z faktu, że instytucje państwa coraz bardziej kolonizują sektor pozarządowy, wyciąga wniosek, że trzeba wzmocnić państwo. Dla niego „[p]romocja tzw. trzeciego sektora stanowi istotny, choć nie kluczowy element ataku ekonomicznej oligarchii na instytucje państwa opiekuńczego, wydatki społeczne, redystrybucję zasobów”. Błąd oczywiście tkwi w myśleniu zero-jedynkowym: albo państwo, albo rynek. Załęskiego strach przed rynkiem pcha w ramiona biurokratycznego państwa. Powoduje to, iż krytykując umowę CETA nie widzi, żo to nie atak korporacji na biedne państwa, ale zmowa rządów i firm. Nie widzi, że zorganizowane społeczeństwo to jedyna realna ochrona przed autorytaryzmem państwa i zachłannością rynku. Oczywiście, że i firmy i rządy chętnie korumpują organizacje, a te ostatnie często dają się przekupić. Ale to nie jest powód, aby dezawuować działania, które budują rzeczywiste społeczeństwo obywatelskie. Bo tylko niezależne obywatelskie inicjatywy mogą nas uchronić jednocześnie przed zachłannością biznesu i negatywnymi skutkami działania państwa (także opiekuńczego). Jak np.oceniać protest we wsi Żurawlów (migawki z protestu poniżej), gdzie mieszkańcy tylko w samoorganizacji społecznej mogli szukać ratunku, nie tylko przed bezprawnym działaniem korporacji, ale też brakiem wsparcia ze strony państwa. A idea samoorganizujacego się społeczeństwa, gdzie demokracja i wolność tworzy sie wtedy dopiero, gdy ludzie zamiast żądać reform od państwa, przeprowadzą te reformy sami, mocą dobrowolnej solidarnosci. No chyba, że uznamy Abramowskiego za przedstawiciela “liberalnych elit”, którego słowa są skierowane “przeciw masom tzw. klas ludowych”?
1 Książka ta nie doczekała się krytycznej recenzji, a szkoda.
Zapisz