Ideologia sektora (7)
W czasach zamierzchłych, do których dziś – w kontekście powszechnego kombatanctwa – czasem wstyd się przyznawać, w naszej małej redakcji nic nieznaczącego pisma podziemnego miałem kolegę, który nie chodził na demonstracje 1- i 3-majowe. Wtedy, przypomnijmy, jeszcze dosłownie hucznie i dosłownie obchodziło się oba te święta. A on nie chodził – twierdząc, że wystarczająco dużo robi w podziemiu, by jeszcze narażać się na demonstracjach. Ciekaw jestem, jakich dziś argumentów używają działacze społeczni, by swoją nieobecność na kolejnych demonstracjach usprawiedliwić.
Chciałbym zrobić hipotetyczny przegląd powodów, dla których osoby związane z sektorem obywatelskim, a więc – jak by się wydawało – kwiat społeczeństwa obywatelskiego, w niewielkim dość procencie zauważane są na demonstracjach. Tendencję tę obserwuję już od dawna, a tylko znaczący wzrost ilości demonstracji w czasie ostatnim skłonił mnie do spisania tych refleksji. Spróbujmy zatem określić idealne (w rozumieniu weberowskim, a nie jako godne naśladowania 😉 ) typy (tu pozdrawiam wszystkich tych, których na różnych demonstracjach spotkałem lub widziałem).
Pracownicy sektora
Oczywiście część tzw. działaczy sektora nie jest żadnymi działaczami. Organizacja pozarządowa to dla nich miejsce pracy. I jak na dobrego pracownika, domagającego się, by organizacja była dobrym pracodawcą, przystało, w godzinach pracy nie pójdą, a po godzinach czy w sobotę mają inne zajęcia. Nie mylą czasu wolnego z pracą. I muszę przyznać, że taka postawa, choć dla mnie nie do końca zrozumiała, budzi mój szacunek. To, co robię w pracy, robię dla pieniędzy, a resztę czasu chcę wykorzystać na swoje sprawy.
Specjaliści
Kolejną kategorię niechodzących na demonstracje stanowią zapewne działacze, którzy wyspecjalizowali się w bardzo wąskim temacie. Pomagają dzieciom z problemami, walczą z hałasem na własnej ulicy. Oni nie widzą i nie chcą widzieć, że te demonstracje dotyczą i ich jako obywateli, i ich jako przedstawicieli organizacji. Od podpisania umów międzynarodowych, od zmiany zapisów prawnych do odczuwalnych zmian w ich wąskiej specjalności droga długa, wiec nie ma się czym przejmować. Chylę głowa przed nimi jako specjalistami, mam jednak wątpliwość co do ich poczucia obywatelskości.
Teoretycy
Oczywiście jest też zapewne taka kategoria ludzi, która wie, że powinna, ale zawsze znajdzie jakąś teorię (pretekst), by na demonstracje nie pójść. Przykład mojego kolegi sprzed lat jest tu symptomatyczny. A jednak. Jednym przeszkadza obecność partii politycznych, innym głoszone hasła, jeszcze innym tłum. Jak to mówią, „złej tanecznicy…”, więc powód zawsze się znajdzie. Albo zawsze by chcieli, ale nigdy nie mogą, albo zawsze zgadzają się, ale nie do końca. Ta, hipotetyczna przecież, postawa jest naprawdę wkurzająca, na usta ciśnie się cytat z Brechta: “Komu grunt nie jest jeszcze tak gorący, że go chętnie zamieni na każdy inny, aniżeli miałby tu pozostać, temu nie mam nic do powiedzenia”…
Przeciwnicy
Demonstruje się swoje przekonania lub protest wobec prób narzucania nam tego przekonania. Ale co, kiedy ktoś ma inne zdanie niż demonstrujący? Oczywiście nie pójdzie na tę demonstrację i to jest zrozumiałe. Pojawia się oczywiście pytanie, co zrobi, by – w kontekście głosu tych, którzy w jego pojęciu się mylą – przedstawić swoje zdanie. Zamanifestować (niekoniecznie przecież na ulicy) swoje poglądy. Bo przecież nie będzie chyba milczał w sytuacji, gdy inni próbują wprowadzić do debaty publicznej błędne lub tylko nieuzasadnione tezy?
Nieistniejący typ
W teorii jest jeszcze jeden typ idealny (z naszego punktu widzenia absolutnie nienadający się do idealizowania), do którego należą ci, którym jest wszystko jedno. Zapewne w organizacjach pozarządowych – poza typami opisanymi wyżej – takich nie uświadczysz. Bo gdyby się okazało, że wśród pozarządowych działaczy są tacy, którzy nie chcą myśleć w kategoriach dobra publicznego, którzy nie podnoszą w badaniach wskaźnika dotyczącego udziału w protestach, petycjach, to czego można oczekiwać od tych, którzy jeszcze nie dorośli do systematycznego zaangażowania się w życie publiczne?
Obowiązek demonstrowania
Moim zdaniem, w ideologii sektora, zaangażowanie w działania zbiorowe – takie jak demonstracje, petycje, listy protestacyjne, listy poparcia – to nie przywilej, lecz obowiązek. Szczególnie jeśli kwestia dotyczy podstawowych dla sektora wartości, takich jak: demokracja, prawa człowieka, ochrona środowiska, tolerancja, równość szans. Jeśli nikt z Waszej organizacji nie brał czynnego udziału w protestach dotyczących tych kwestii (osobna rzecz, po której stronie), to warto się zastanowić, jakiego typu obywatele składają się na Waszą organizację i jaki typ organizacji reprezentujecie.