Czytając tekst Libelta “O odwadze cywilnej” – w ramach walnego (i imprez towarzyszących) Stowarzyszenia Dialog Społeczny – trafiliśmy na fragment, który cytuje on dla podkreślenia tezy, że ambicja własna jest jedną z przeszkód w rozwijaniu odwagi cywilnej. Oto – pisze Libelt – wizerunek stanu rzeczy podczas sejmu 1790 roku, w rysunku tensam, który z głęboką znajomością serca wywiódł Corne, i tylko mocnemi, bo już śmiertelnemi nałożony farbami:
„Rozpustni, lekkomyślni, chciwi i marnotrawni, dumni i podli, dzielność praw zniszczywszy, na wszystkie namiętności wyuzdani panowie byli w Polsce. Jedno małżeństwo, jedna wdowa bogata, jeden urząd, biskupstwo, starostwo, nie podług ich myśli dane, często zdanie im przeciwne, słowo ich żądzy niedogodne, w ostatnią ich zapamiętałość przeciwko szlachcicowi, albo drugiemu panu rzucało. Aby tylko dogodzić swojej pysze, aby się tylko zemścić, gotowi byli siebie i rzeczpospolitą zgubić. Najpierwej wyszukując materye popularne, chociaż krajowi najszkodliwsze, zdradnem pochlebstwem czynili sobie w szlachcie stronników. Wkrótce z jednego kraju robili dwa narody. Natychmiast sejmiki stały się uzbrojoną zgrają pod dwoma hersztami. Na sejmy, nie poselstwo narodu, ale służba dwóch panów ciągnęła. Trybunały nie sprawiedliwością, ale były wywodem, kto tego roku mocniejszy. “
„Ta familia, która najlicznieszy rej szlachty wodziła, na każdym zjeździe większą stronę mając, trzymała w swoich ręku wszystkie elekcye, władzę prawodawczą, wszystkie magistra- tury sądowe. Nie to uważano w prawie, coby najwięcej dobru publicznemu sprzyjało, ale coby uszkodziło przeciwnika, albo dogodziło partykularnym użytkom. Nie ten brał urzędy, który miał zasługi, cnotę i wiadomość potrzebną, ale kto najlepiej życiem i sumieniem szarzał. Nie ten pewnym był sprawiedliwości, kto kładł przed sędzią prawo, ale kto oddawał listy pańskie. Owszem, bez woli popularniejszej familii, nietylko cywilnym urzędnikiem, ale nawet być nie można było proboszczem, kanonikiem, przeorem, ani gwardyanem. Uchowaj Boże, żeby się który szlachcic był odważył stanąć przy prawie, przy dobru powszechnem. Owszem, sprzeciwiać się tylko swojem przeświadczeniem któremu z tych dumców, szczęśliwy, jeżeliby na miejscu nie był rozsiekanym, zapewne odtąd ani w drodze, ani w domu życia bezpiecznego nie miał. Odbierał wkrótce pozew i dokumenta, że cudzą wieś posiada. Tak wszystko się przed górującą dumą płaszczyło. Kto chciał mieć spokojność, majątek, sprawiedliwość, zaciągał się pod przedmoc.”
„Rodzice już niewinne dzieci swoili z podłością, uczyli ich nikczemności, niszczyli w nich wolę i wyniosłość, tak wolnemu człowiekowi potrzebną. Okazywali codziennie te podłe sposoby, któremi na służbach pańskich swoje niesprawiedliwe majątki zebrali. Duchowni w swoich naukach, zakonnicy po ambonach, nauczyciele publiczni w szkołach, na każdą uroczystość, smażyli się w pochwały cnoty, obywatelstwa i sprawiedliwości tych, którzy największe niecnoty, krzywdy i zbrodnie pełnili. Tak wychowany szlachcic, nie miał własnej woli, nie czuł swojej duszy. Polak stracił zupełnie wyobrażenie sprawiedliwości i prawa. Wszyscy powtarzali: trybunały, ziemstwa, grody, sejmiki i sejmy; a że im te słowa powtarzać wolno było, na tem swoją wolność zasadzając, by najmniej nie znali istoty tych ustaw. Wszystko tam przemocy skutkiem widząc, nic ich nie obrażało, co albo zdrada, albo gwałt uiścił. Tak większa część szlachty, wzwyczajona do bezprawia, występków i złości, utraciła wstyd, a nawet i uczucie tego, że jest narzędziem swoich panów niecnoty.”
„Ta zaś familia, która w szlachcie słabszą stronę miała, nie mogąc zniszczyć przeciwnika, zamieniła swój gniew w nienawiść własnego narodu. Końcem pognębienia przeciwników, nie zważając, iż kraj zgubi, w zdarzonej okoliczności, sprowadza cudzoziemskie wojsko. Z tem na wszystkie obrady zjeżdża, wszystkim obiecuje i grozi, daje pieniądze i przyrzeka urzędy; zapewnia majątek i zgubę jego; zaciąga pod swoje znamię gwałtu większą część szlachty, i znowu kształci ich umysły do swojej nowej niecnoty. Tych, którzy się złudzić nie dają, ani groźby nie ulękną, każe brać pod warty, drugich z kraju wysyła, do innych puszki rychtuje i zabija. Wszystkich obstawających przy prawie, dobra pustoszy i niszczy. “
„Ale nad upadek kraju, gorsze złe wyrządzili Polakom: zatracili narodowy charakter. Szlachcic z nieustraszonego stał się na wszystko lękliwy, z wyniosłego podłym, z urodzonego do wolności, już dojrzałym do najcięższej niewoli. Świadkiem tego zabory. Stracił to hasło, którego naruszenie we wszystkich jedno czucie budzić powinno. Bez wyobrażenia sprawiedliwości, największa nieprawość w nim krwi nie burzy. Czyli to gwałt prawu, czyli posłuszeństwo prawu, równy w jego umyśle skutek sprawują. Krzywoprzysięstwo popełnić już mu z łatwością przychodzi. Sława narodu, miłość ojczyzny, nie zapala go do ofiar; nie ma stałości ducha; na wszystko się zastrasza; już nie czuje, iż milsza śmierć, niż niewola podła.“
(…) To skutki ambicyi – podsumowuje Libelt – na wielką skalę: zupełne wyniszczenie cnót obywatelskich i wygaśnienie poświęconego ognia odwagi cywilnej, nietylko w sobie, ale i w narodzie; najwyższa demoralizacya serca i powszechne upodlenie. Ale i na małą skalę ambicya tesame ma następstwa. Nieprzyjaciołka odwagi obywatelskiej, intrygą nadpsuwa uczucia sprawiedliwości, wolności i miłości ojczyzny, a wciągając do intryg i inne osoby, jest morową zarazą na ich serca patryotycznie usposobione. Niewolnica miłości własnej i brzydkiego samolubstwa, najmniej posiada udzielności, i najmniej też z odwagą cywilną skojarzyć się może.