Odzywam się jako zainteresowana tematem przedstawionym w tekście “Ideologiczna bezradność”, związanym z udziałem różnych środowisk w debacie dotyczącej roli sektora i polityk wsparcia sektora.
Nie wykluczam, że jest jakaś prawda w tym, o czym pisze pani Ilona Gosiewska, której być może nie dostrzegaliśmy. Szkoda, że w dotychczasowej dyskusji zabrakło tego głosu, bez względu na powody. Nie wydaje mi się natomiast, aby brakowało wypowiedzi samego środowiska organizacji konserwatywnych. W naszym regionie są to wpływowe sfery współtworzące t.zw infrastrukturę sektora. Bardzo łatwo można je wskazać, pani Ilona niepowinna czuć się osamotniona. Gratulując osiągnięć Stowarzyszeniu Odra-Niemen, które wymagać musiały wiele pracy, sądzę, że organizacja o takich potencjale ma większe możliwości aby zaistnieć w debacie prowadzonej w ngo-sowskich mediach, ze swoim jakże potrzebnym głosem nt roli organizacji w życiu publicznym. Trudno tego wymagać np od małych organizacji, działających w lokalnym środowisku, pozbawionych możliwości działania i potrzebnego wsparcia. Stąd w naszych działaniach skocentrowani byliśmy bardziej na uwzględnieniu racji takich organizacji. Wśród nich często były organizacje ze środowisk konserwatywnych.
Po latach szczególnie docenić można działalność tych, którzy od początku powstania polskiego III sektora prowokują dyskusję, zwracając uwagę na problemy nieetycznego działania, bezideowości, braku wizji. Pamięć ludzka jest zawodna, ale bogate zasoby archiwów ngo-wskiej publicystyki wykazują, że dzisiejsze problemy, dawno były sygnalizowane, wręcz zapowiadane, jak w biblijnych przepowiedniach: “Nawróćcie się i poprawcie, nie skupiajcie się na korzyściach i małościach doczesnych, dbajcie o morale i myślcie o przyszłości sektora”.
Po 25 latach mówienia o zagrożeniach ze świata polityki i braku wizji problem wraca jak bumerang. Infrastruktura sektora, stanowiąca uprzywilejowaną klasę, elitę sektora, staje się jego słabością, którą cechuje bezideowość, wykorzystywanie wpływów, kierowanie się interesem grupowym, miast sektorowym.
Widoczne dzisiaj podziały w polskim sektorze organizacji pozarządowych nie powinny być powodem dalszego spychania tych spraw na drugi plan. Niech obecna debata stanie się udziałem tych, którzy nie uczestniczyli w niej wcześniej. Niepotrzebne są chyba przy tym jakieś specjalne zaproszenia. Każdy powinien się tak samo poczuwać się do obowiązku udziału w niej.
Kto był dotychczas wykluczony?
Chciałam przy okazji zasygnalizować problemy inne, niż przedstawiane przez autorkę, warto, aby o nich również podyskutować.
Zaczynając od spraw oczywistych, podstawowym problemem pozostaje niska aktywność organizacji w ogóle, wynikająca najczęściej z ograniczonych możliwości. Winni w tym zakresie występują na zewnątrz i wewnątrz sektora, po stronie administracji i infrastruktury nastawionej często “na wyłączność”działań. Na naszym podwórku niejednokrotnie utrącane były inicjatywy, co wynika raczej z nieetycznych, czasem bezwzględnych metod działań w celu zachowania uprzywilejowanej pozycji wpływowej grupy infrastruktury sektora. Zbędne są analizy, nt przekonań politycznych, określiłabym je jako koniunkturalizm. W takich warunkach dokonywane są wykluczenia, paradoksalnie głównie tych, co to działali i dalej chcieliby działać przeciw wykluczeniu. Ta sfera działalności, tak szeroko uwzględniona w nowej perspektywie UE, wydawać by się mogło, że w partnerstwach ZIT wreszcie powinno starczyć środków, a przede wszystkim zadań dla wszystkich zainteresowanych udziałem w partnerstwach terytorialnych. Rzeczywistość wygląda inaczej. Wykluczane są organizacje zajmujące się wykluczeniem od lat, upominające się od początku o szeroki udział ngo w ZIT. W ich miejsce uwzględnia się organizacje, które powstały niedawno, ale, jak należy się domyślać, świetnie się zapowiadają, nie miały jednak szczególnej okazji wykazania się w tym zakresie.
Piszę o tym, ponieważ interesuje mnie, wobec wyżej przedstawionych doświadczeń, czy odgórnie wprowadzana polityka wspierania społeczeństwa obywatelskiego realizowana będzie podobnie poprzez wspieranie tych, którzy jeszcze nie działali i brak im doświadczenia, a niewspieranie tych, którzy doświadczenie jakieś mają w zakresie przeciwdziałania wykluczeniu grup społecznych i organizacji. Zastosowanie takich odwróconych kryteriów mogłoby być nawet ciekawym eksperymentem, nie wiem czy dobrym dla zmniejszania sfer wykluczenia.
Dotychczasowa praktyka, dobrze znana organizacjom, które ośmieliły się występować na rzecz uwzględnienia praw ngo w ubieganiu się o środki na taką działalność, wymagała od nich ofiar. Czy mamy się spodziewać dalszych ofiar i poszerzania sfer wykluczenia w sektorze? Temat ten proponuję do debaty.