Obywatele Jacynicze (0,81)
Dlaczego powstanie wybuchło na Żmudzi? Czy tylko dlatego, że wojsk moskiewskich było tu niewiele, a Car domagał się rekruta i apanaży dla wojska walczącego z Polską? Może dlatego, że od Augustowa i przez Prusy łatwiej informacje o powstaniu listopadowym docierały? Może w końcu dlatego, że księstwo Żmudzkie – inaczej niż w innych regionach Polski przed zaborami – rozwiązało kwestie chłopską (o tym trzeba by opowiedzieć osobno)? To kwestia do dyskusji, ale fakty pozostają faktami…
Dzieje się to w powiecie rosieńskim, a dokładniej – w parafii Żyngwiowskiej, na terenach dawnego powiatu pojurskiego. W majątku Rawszki zamieszkiwał ur. w 1812 Józef-Ildefons-Damazy trójimienny syn Antoniego Antonowicza Jacynicza. Także tamtejsze Tecze Połolicia i Mowdelany alias Wizbory były w rękach Jacyniczów, gdzie gospodarzył Maciej Antonowicz (stolnikowicz nowogrodzki i przyrodni brat Antoniego Antonowicza) z małoletnimi synami.
Na wieść o powstaniu w Warszawie trochę młodzieży z powiatu „przebojem lub fortelem przekraczało granice”, by zaciągnąć się do polskiego wojska. Reszta zamyślała o zorganizowaniu powstania na miejscu. Tak opisuje ten czas jeden z uczestników: „Umiejętność ojców naszych nawykłych do pospolitego ruszenia już była zatracona. Po czterdziestu leciech od ostatniej walki za niepodległość, zrywające się nowe pokolenie miało doświadczyć sił swoich jak młody sokół wychowany w klatce pierwszego lotu. Broń nie wisiała na ścianach (1), szpieg krążył koło domu, przeważny sztuką nieprzyjaciel stał przy działach. Cała armija nieprzyjacielska przedzielała od spodziewanej pomocy (2)… W takim położeniu, odwaga pierwszego kroku, rozwiązuje wiele zagadnień o duchu prowincyow u rewolucyjnego steru w kongressowém królestwie rozstrząsanych, zwraca żywą ciekawość na sposób, jakim lud ujarzmiony, rolniczy, jednej chwili przemieniał się w hufce wojenne i szedł na bitwy.
Potrzeba zwalić zbrojne władze ciemiężców, z opanowanego ich siedliska wywieść chorągiew wolności i wojny powszechnej. Od nagłego uderzenia zależy pierwsze zwycięstwo, od tego wszystko. Kilku obywateli uzbraja się naprędce; żony i córki szyją chorgiewki, robią kokardy; służba dworska siada na koń, strzelcy puszczowi i ktokolwiek ma broń palną, opatrzeni w małą ilość ładunków, stają do szeregu; włościanie przez noc osadziwszy kosy i piki, zbiegają się tłumem do parafialnego kościoła; kapłan błogosławi wyprawie i częstokroć naprzód idzie z krzyżem. Taki był w powszechności charakterystyczny początek tej wojny, prawdziwie nowej w swoim rodzaju, prawdziwie narodowej”. Mamy więc i Mickiewiczowskie „Ja z synowcem na czele i jakoś to będzie”, i przedsmak powstania 1863, które jakby pełnymi garściami czerpało z tych doświadczeń.
Jakie wieści docierać musiały do zaścianków? A to, że 26 marca obywatele wkroczyli do powiatowego miasta Rosienie, rozbroili garnizon i utworzyli „rząd rewolucyjny”, a posłani do pobliskich powiatów emisariusze przyczynili się do powstania i w szawelskim, i teleszewskim. Jednak szybko docierały też i złe wieści, które uświadamiały cenę, jaką przyjdzie zapłacić za powstanie. „Zaledwo w Rosieniach rząd insurrekcyiny rozpoczął swoje czynności i przybyły z Lipawy marszałek Ezechiel Staniewicz objął dowodztwo nad szczupłą siłą zbrojną otrzymano wiadomość że półkownik Bartolomej (…) w 1 ,4oo
ludzi i z czterma działami zbliża się do Rosień, gdzie powstańcy nie liczyli nad 5o. jazdy i 15o strzelców.
(…) z tém co było gotowe do boju i co można było zebrać naprędce, zaszedł Staniewicz drogę moskalom nad Dubisą pod Plemborgiem. Pierwszy tu raz lud od pługa idący do boju przeciw ćwiczonym szeregom, usłyszał huk dział i świst kartaczy. Jedyna nadzieja powstańców, armata dębowa, pękła za siódmym wystrzałem. Strwożona garstka lubo bez straty rozpierzchła się na wszystkie strony, a naczelnik żeby ją zebrać, musiał cofać się ku Rosieniom.
Niebyło nadziei obronić miasta; postanowiono opuścić je dobrowolnie. Powstańcy rozdzieleni na trzy części wychodzą 3o marca: Kalinowski i Gruzewski ku Jurborgowi, Staniewicz w stronę Szawel, Rymkiewicz z nowym rządem i zgromadzonymi zapasami, o trzy mile do miasteczka Niemokszt. Tu czyni rozrządzenia, wydaje odezwy do powiatu i w kilka dni liczy już przeszło 1,ooo zbrojnej drużyny.
Bartolomej wszedłszy do Rosień począł od okrócieństwa (3). Więził kogo tylko mógł pojmać, sądził samowolnie na śmierć, zdolnym do noszenia broni golił głowy i stawił w szeregi swego sołdactwa”. Dochodziły też głosy z różnych stron o represjach wojsk carskich – egzekucjach, niedotrzymywaniu słowa, paleniu gospodarstw, także z zamkniętymi w nich mieszkańcami. Strach wojny przeplatał się z nadzieją wyzwolenia.
(1) Tuż po wybuchu powstania w Polsce carscy urzędnicy zaczęli rekwirować na terenach zabranych wszystko, co uznawali za broń.
(2) Armia Dybicza była na terenie Królestwa Polskiego.
(3) tak w oryginale