Poruszanie się człowieka w rzeczywistości – i tej obecnej, i tej, która już minęła, ale na obecną wywiera wpływ nie do przecenienia – nie jest łatwe. Przydałaby się dobra mapa. A wraz z nią odpowiednie znaki (powiedzmy, drogowe), które pokażą, gdzie lewo, gdzie prawo, gdzie kończy się nasza gmina, a zaczyna gmina, która naszej ma za złe, więc się tam lepiej po zmroku nie zapuszczać, gdzie jeszcze miasto, a gdzie już ostatnia wiocha, gdzie można zawrócić, a gdzie w ogóle jechać dalej się nie da. Znaki są ważne. Dlatego też bitwa o znaki toczy się na całego. Te zakazu, nakazu, a także ostrzegawcze (chociaż transparenty anty CETA nieśli ramię w ramię protestujący z prawa i lewa – ewenement w naszym pięknym kraju), zwłaszcza jednak informacyjne, te, które informują o naszej przynależności, pokazują, że do czegoś (zazwyczaj dla nas ważnego) się odwołujemy, z czegoś się wywodzimy.
Pół biedy, jeśli do takich znaków stoimy w krótkiej kolejce. O swastykę czy krzyż celtycki środowiska nazioli bić się raczej nie będą (choć do dania po pysku zawsze gotowe), ale są znaki, które każdy chętnie przygarnie, nie zawsze zresztą mając pełną świadomość, co właściwie znaczą.
Mam tu na myśli np. sytuację niedawną, kiedy to szczególnym brakiem solidarności z kobietami walczącymi o swoje prawa wykazała się… Solidarność, skarżąc się do prokuratury na organizatorki czarnego protestu, że użyły bezprawnie jej znaku, który jedna z podległych temu związkowi spółek przemyślnie zarejestrowała w urzędzie patentowym. Solidarność, jak się zdaje, to w ogóle raczej skarżypyta, za nieuprawnione używanie logotypu swojej nazwy pozwała do sądu jakiś czas temu także Czesława Mozila, który użył go w teledysku do swojej piosenki. Mamy tu więc do czynienia ze swego rodzaju prywatyzacją symbolu należącego przecież niegdyś do 10 milionów, w znacznej liczbie nadal żyjących, obywateli tego kraju.
Szczególne oburzenie budzi też ostatnio w niektórych środowiskach używanie przez kobiety protestujące przeciwko drakońskiej ustawie „o ochronie życia” znaku Walczącej Polki. Opisywać go chyba nie muszę, dzięki dwóm kropeczkom znany symbol zyskał nowe życie, wiodąc na barykady zastępy rozgniewanych dziewczyn (w każdym wieku). Graficznie doskonały, w kwestii naruszania pewnego sacrum rzeczywiście może budzić wątpliwości, dziwi tylko, że oburzeni nie pamiętają, że kiedy domorośli biznesmeni znak PW zaczęli reprodukować nie tylko na setkach tysięcy koszulek, ale i na pościeli, zasłonach prysznicowych, otwieraczach do piwa, a także kijach bejsbolowych i innych utensyliach prawdziwego Polaka, ledwie nie gaciach, kiedy tatuował sobie ten znak tu i ówdzie każdy napakowany, podgolony byczek od Tatr po Bałtyk, rzecz nie wydawała im się godna protestu. Ktoś powie, tak, ale nikt tego dla Polaków świętego znaku nie zmieniał. Może i nie – choć nie wiem, czy włochata łydka jako tło nie jest istotną zmianą – wydaje mi się jednak, że najważniejsza jest intencja – i walka o swoje prawa, w tym prawo do życia, wydaje mi się lepszym powodem, by pod znakiem PW się na swój sposób podpisać, nawet bez szczególnego namaszczenia, niż hasło „śmierć wrogom ojczyzny!”, zwłaszcza kiedy ci wrogowie to nie obcy najeźdźcy, a współobywatele, którzy mają po prostu inne poglądy, inny styl życia czy ubioru, a nawet tylko inną dietę.
Wychodzi na to, że oburzonych oburza nie samo użycie znaku w kontekście innym niż uroczyste obchody rocznic historycznych, użycie go w okolicznościach niewystarczająco „godnych”, nie chodzi też raczej o skojarzenie go ze sferą płci (kto nie widział zdjęcia pary pod kołdrą z całym arsenałem znaków patriotycznych i cytatem z Dmowskiego: „Jestem Polakiem, więc mam obowiązki polskie”, niech podniesie rękę), oburzenie budzi to, że używają go ci, którzy nie są NAMI. Bo jedynie my i nam podobni do danego znaku mamy prawo.
Odwoływanie się do historycznych „marek”, ich „zawłaszczanie” budzi wątpliwości również po drugiej stronie barykady. Wyznam, że jakkolwiek czuję się w obowiązku chodzić na wszystkie marsze organizowane przez KOD, bardzo mnie uwiera jego porównywanie się do KOR-u. Chciałoby się powiedzieć: więcej pokory, panowie, na razie zagospodarowaliście po prostu ogromny społeczny sprzeciw przeciwko złej władzy, ani skala waszych działań, ani poziom opresji (i możliwych represji) nie upoważniają was w żaden sposób do takich porównań. Zerknijcie może dla nauki, do czego takie porównania prowadzą, na prof. Chazana, który na zarzuty, że na biznesie skrobankowym dorobił się niemałego majątku, a teraz chciałby kobiety wsadzać do więzień, odpowiada skromnie: jestem jak Święty Paweł…
Nawiasem mówiąc, słowo „zawłaszczanie” tak wielką robi ostatnio karierę, że na fanpejdżu Dziewuchy dziewuchom pewna pani postulowała użycie przy okazji czarnego protestu rac i świec dymnych, twierdząc, że należy te „zawłaszczone” instrumenty demonstracji poglądów odebrać kibolom 😉 Na szczęście tzw. mądrość zbiorowa postanowiła kiboli jednak nie wywłaszczać.
Trochę się tu z rzeczonego zawłaszczania podśmiewam, rzecz może być jednak – zwłaszcza jeśli chodzi o znaki z gatunku świętych – śmiertelnie poważna. Od dwóch tygodni zbierane są podpisy pod petycją w sprawie obrony uczuć religijnych oraz poszanowania symboli państwowych. Skierowana do premier Beaty Szydło, ministra sprawiedliwości i ministra kultury petycja stwierdza wprost: Kodeks karny powinien jasno mówić, że za obrazę uczuć religijnych, przedmiotów z nią związanych, obrazę wszystkiego co wiąże się z wiarą oraz za znieważanie symboli państwowych jest jedna, bezwzględna kara pozbawienia wolności od 3 do 5 lat. (…) Prawo to powinno obejmować wszystkich, bez względu na obywatelstwo i narodowość oraz wszystkich tych, którzy namawiają bądź pozwalają na tego typu przestępstwo” (składnia i interpunkcja oryginalne). Zwolennicy wysokich kar tłumaczą, że poprawienie kodeksu karnego to sprawa pilna, ważna dla narodu. Brzmi groźnie, czyż nie? Zwłaszcza, że słowo obraza daje niemałe pole do interpretacji, będąc w istocie pojęciem całkowicie subiektywnym, w końcu nie każdy o to samo się obraża. Równie szeroko można interpretować sformułowanie „wszystko, co wiąże się z wiarą”. Czy będzie szczególnie chroniony na przykład parking pod meczetem przed podjadającymi na nim kanapki z szynką taksówkarzami? No, i cóż znaczy „pozwalanie na tego typu przestępstwo”? Może nie ma się czym przejmować, w końcu to tylko petycja, jak dotąd podpisało ją niewiele ponad 20 tysięcy osób, takie jednak mamy czasy, że kto wie, kto wie..
Póki jeszcze można, pozwolę sobie w takim razie nieco zbezcześcić nadęty “Katechizm dziecka polskiego” Bełzy, ten od słynnego wierszyka “Kto ty jesteś? Polak…” itp., gdzie sztywno stoi również Polka mała, której znakiem lilia biała, ładniej i bardziej na temat będzie tak: Kto ty jesteś? Mała Polka. Jaki znak twój? Parasolka… Aż żal, że to Staff, nie ja 😉