Tytuł jest pogmatwany, ale podobno im dziwniejszy tytuł, tym lepiej. Nie trzeba doszukiwać się w nim zbyt wiele treści. Z założenia treść jest bowiem pod tytułem, a czasem jeszcze dalej, bo pod podtytułem. Zanim do treści dojdziemy, słowo wyjaśnienia. Po co pisać list do żony i zamieszczać go na stronie, gdy wystarczy krzyknąć do drugiego pokoju? To taki eksperyment – i nie z zakresu budowania relacji rodzinnych, ale stowarzyszeniowych. Bo jesteśmy w jednym stowarzyszeniu i to zobowiązuje. Do czego to zobowiązuje, jeszcze nie wiem. Ale właśnie dzięki tej niewiedzy to będzie eksperyment!
Droga Doroto!
piszę do Ciebie, bo zgodnie z dyskusjami w ramach Stowarzyszenia Dialog Społeczny, postanowiliśmy przetestować publiczne dyskusje na różne temat pomiędzy członkami SDS. Ma to być forma mobilizacji do zajęcia się tematami, które zazwyczaj nie są traktowane jako najważniejsze, na których zgłębienie nie starcza zazwyczaj czasu, aż do momentu, gdy objawiają się w ferworze dyskusji.
No to próbuję. Po super ciekawym, choć według Ciebie nie do końca udanym kursie AntyUniwersytetu dotyczącym historii feminizmu, mam wielki niedosyt. Tym bardziej, że 100-lecie niepodległości powinno być znakomitym pretekstem do opowiedzenia tego, czym się interesujesz, czyli herstorii.
Bohaterki czy kobiety-bohaterowie
Czasami wydaje mi się, że niektórzy, próbując opowiedzieć historię z perspektywy kobiet, zadowalają się jedynie prostą wymianą bohaterów. Chodzi im o to, by pokazać, że kobiety też się przyczyniły, też wniosły swój wkład. Trzeba więc do panteonu bohaterów dodać bohaterów-kobiety. Od mickiewiczowskiej “dziewicy-bohatera” – a zapewne i wcześniej – mamy całe rzesze kobiet, które chciały walczyć za ojczyznę i sprawiedliwość społeczną. Czasem nosiły bomby, czasem mundury (zdarzało się, że po prostu udając mężczyzn). Ginęły za sprawę, jeśli trzeba było. To robi wrażenie. Nieprzypadkowo na maszt 100-lecia niepodległości kobiety wciągnęły sztandar praw wyborczych, które wywalczyły sobie równocześnie z niepodległością. Symbolem jest pierwszych osiem kobiet, które zasiadły w polskim sejmie. Znamy ich nazwiska, ale nie znamy ich prawdziwych zasług. A przecież zostały posłankami nie dlatego, że były np. żoną Moraczewskiego czy współpracownicą ks. Blizińskiego. Tymczasem nie wiemy o nich niemal nic. A były działaczkami społecznymi, tworzącymi cały ruch, który wykazał się w czasie wielkiej wojny europejskiej znaczącą inicjatywą i umiejętnością organizacyjną – czy to przy tworzeniu Komitetu Obywatelskiego Miasta Warszawy, czy przy wsparciu organizacyjnemu I Korpusu w Mińsku – patrz np. Andrzej Fedorowicz Czas kobiet w Polityce. Takie przykłady, szczególnie lokalne, można mnożyć.
Męska niewdzięczność
Oczywiście zasługi tej pracy “przygarnęli” mężczyźni – sukces ma przecież ojców. Obok charakterystyczny cytat na temat działalności kobiet w Komitecie Obywatelskim, z kolei we wspomnianym wyżej artykule na temat Mińska przywołuje się cytat Wańkowicza: „Zajęliśmy Mińsk, rozkwieciły się ulice amarantami. Jeszcze w pierwszym dniu »baby« same stały z karabinami pod wrotami swoich składów, ale drugiego dnia usunięto je i stamtąd. Zaczęły się wiwaty, nagrody. Posypały się odznaczenia za obronę Mińska rozdawane hojnie każdej parze portek, która zdążyła defilować amarantowemi szaserami, już kiedy weszli Niemcy, już kiedy było bezpiecznie, już kiedy było po wszystkim. Kierowniczki pogotowia wojennego, które zebrały w ewidencję cały materiał ludzki, co pozwoliło opanować dla korpusu Dowbora ogromne zapasy rosyjskiego północno-zachodniego frontu, nie otrzymały ani odznaki ustanowionej dla obrońców Mińska, ani wstążeczki amarantowej Korpusu. Za to pierwszym pociągiem z Mińska znalazły się w Bobrujsku, by kontynuować pracę”.
Pytanie o herstorię
Więc może nie chodzi o takie opowiadanie historii, w której docenia się rolę kobiet, ale o takie, które pokazuje, że wiele zasług, wiele bohaterszczyzny to jedynie czubek góry lodowej. Że tak naprawdę – co próbujemy pokazać w ramach projektu “O więcej niż niepodległość” – musimy opowiedzieć historię, w której rzesze kobiet i mężczyzn wprowadzały zmiany, które umożliwiły nie tylko myślenie o niepodległości, nie tylko były zapleczem organizacyjnym wysiłków na rzecz jej odzyskania, ale także – a może przede wszystkim – umożliwiły zbudowanie organizacji państwowej. Ale wtedy mówimy o innej historii, gdzie prawa wyborcze dla kobiet są tylko wisienką na torcie. Ta historia to mniej historia polityki i wojskowości. To historia samoorganizacji, w której rola kobiet jest nie do przecenienia.
Jak to opowiedzieć?
No i tu dochodzimy do istoty mego listu, który – mam taką nadzieję – już sprowokował do polemicznej rozprawy z moimi tezami. Na pewno można na to spojrzeć z innej strony. Jednak moje pytanie do Ciebie jest inne. Jak – w kontekście Twoich przemyśleń – można by tę herstorię opowiadać, nie szukając kobiet-bohaterów, ale pokazując bohaterstwo i rzeczywiste znaczenie kobiet?