Choć od dawna mam naciski na wpis merytoryczny (prawniczy), to dziś mnie naszło na inną refleksję. Taką obywatelską i społeczną, osobniczą. Bardzo “wsobną”.
Zainspirował mnie dziś nagłówek tekstu o wywiadzie z Witoldem Gadowskim [tutaj]. Dość, że zacytuję myśl, która się mnie uczepiła jako główna z niego:
Wygrał duch wolności, który ponownie wymsknął się z okowów kapitału Wall Street i rotszyldowni. Zwyciężył Donald Trump.
Już jakiś czas temu kolega w jednej z dyskusji (dzięki Michał!) wypomniał mi – Ty to jesteś taki umiarkowany, aż nudny. Nie sprzeczam się z tym. Wręcz czerpię z tego. Bycie umiarkowanym ma swoje plusy. Trudniej zwieść takiego ideologią. Trudniej przemówić do jego emocji. Trudniej u niego o naiwność krańcowych postaw. Nie oznacza, że ich nie ma. Tylko ten dystans …
Witold Gadowski jest dla mnie fajny na swój sposób. Jest autentyczny. Wierzę mu, choć się z nim często nie zgadzam. Nie mniej powyżej zlinkowany materiał to przykład naiwności, czy szyderczo “przenikliwości”, gdy ktoś swój horyzont intelektualny zaczyna pozwalać sobie ograniczać swym własnym światopoglądem. Wtedy optyka nie ta. Nie ta.
Do konkretu – realnie śmiać mi się chciało jak przeczytałem ten nagłówek. I ta poważna mina. I poważny komentarz. Ach to znawstwo. To przekonanie, że Trump, że mali dotąd nie zauważani, że bunt społeczny przeciw establishmentowi. A tu patrz. Takie nawrócenie Wall Street? Oni nagle się stali przyjaciółmi ubożejącej klasy średniej USA? Zobaczyli swoje grzechy i zareagowali pozytywnie dlatego na nowego Prezydenta? [Że zareagowali zobacz np. tutaj]
Żeby nie było. Tak samo ta naiwna histeria i płacz po wyborze Trumpa z drugiej strony. Czarne wizje każdego kroku. Nawoływania do nowej walki klas etc.
Szybkość z jaką przywiązuje się wiele osób z różnych stron do słów, do ludzi, poglądów, które z samej racji tylko, że trafnie wyartykułowały publicznie, dręczący ich problem, stają się dla nich równoznaczne z sposobem jego rozwiązania jest … To jest współcześnie tym, czego się obawiam.
Tak, bo umiarkowany też się obawia. Właśnie tego. A to budzi we mnie złość. Ojjj – staje się krańcowy? Już, już zaraz sięgną po mnie łapy którejś ze stron, by zagarnąć frustrata, zagospodarować obawy, poczucie winy, bezsilność … Dać swoją diagnozę, cel, rozwiązanie.
Tylko umiarkowany, obawiający się i zły, nie śpiewa o Wielkiej Polsce, nie śpiewa o nowej wersji klasy robotniczej.
Chce pozostać i być człowiekiem. I śpiewa coraz głośniej, tak po ludzku, i po prostu …