Przeczytałam ostatnio – o dziwo, z wielką przyjemnością – „osobisty poradnik językowy” Jak pisać o Funduszach Europejskich?, wydany przez dziś już nieistniejące Ministerstwo Rozwoju Regionalnego. Skusiło mnie nazwisko profesora Miodka figurujące wśród autorów, ale zadziałała również pamięć o latach moich bolesnych redakcyjnych zmagań z tekstami o tematyce europejskiej, dotyczącymi m.in. właśnie funduszy – przeważnie bardzo złymi tekstami.
Książka ukazała się w roku 2010 – to wystarczająco dawno, by obawiać się o jej aktualność, zmieniają się przecież okoliczności polityczne, zwyczaje językowe (nie, nie mam tu na myśli słówka „wziąść”), zmianom podlega język procedur. Na szczęście temat nie został ujęty wąsko, śmiało można powiedzieć, że Jak pisać… to poradnik pisania w ogóle, a nawet poradnik komunikacji w ogóle. Właściwie szkoda, że pieniądze na tę pozycję znalazły się w ministerialnym Departamencie Informacji, Promocji i Szkoleń, a nie w budżecie którejś z instytucji odpowiedzialnych za edukację szkolną młodych Polaków, których nadal – mimo mylącej nazwy przedmiotu „język polski” – próbuje się raczej przyłapać na nieznajomości didaskaliów w drugim akcie Zemsty, niż uczyć, jak prawidłowo i skutecznie posługiwać się językiem ojczystym.
FOG – wskaźnik czytelności
Mnie bardziej niż część praktyczna poradnika – podpowiedzi konkretnych zabiegów stylistycznych czy uwagi o najczęściej popełnianych błędach – zainteresowała rozbudowana część teoretyczna – mówiąca o czynnikach wpływających na czytelność przekazu. Przyznam, że nie wiedziałam np. o indeksie FOG („mglistości”), używanym, zwłaszcza w Ameryce, do oceny zrozumiałości tekstu. Indeks ten określa tę zrozumiałość przeliczając ją na lata edukacji szkolnej – jeśli np. przyporządkujemy danemu artykułowi wskaźnik „zamglenia” równy 10-11, właściwy przeciętnemu amerykańskiemu tygodnikowi, oznaczać to będzie, że dla jego zrozumienia trzeba było spędzić co najmniej 10-11 lat w szkole. Jak rozumiem – amerykańskiej szkole. Z pewnością nie jest to bowiem wskaźnik wystarczająco obiektywny, przecież pięć lat kiepskiej edukacji nie jest równe pięciu latom edukacji skutecznej. Niezależnie od tego, jeśli wierzyć autorom poradnika, teksty urzędowe o zbyt wysokim indeksie FOG w USA w ogóle nie mają racji bytu. Wypadałoby więc Amerykanom pozazdrościć – nasza „proza administracyjna”, jeśli chodzi o mglistość, pozostawia daleko w tyle nawet teksty naukowe.
Co ciekawe, część teoretyczna poradnika ma, według deklaracji autorów, wysoki wskaźnik FOG, jako adresowana do osób mających być autorami tekstów o funduszach, jednak część praktyczną postanowiono uprościć, tak by poziom jej czytelności wynosił 10-12 w tej skali. Co oznacza, że powinien móc z niej bez kłopotu skorzystać licealista.
O komunikacji po polsku
Oczywiście to, co najciekawsze, dotyczy czegoś więcej niż język. Wychodząc od zalecenia określenia adresata komunikatu o funduszach europejskich – autorzy starają się narysować portret modelowego, przeciętnego Polaka, koncentrując się na trzech powiązanych ze sobą profilach: percepcyjnym – dotyczącym przede wszystkim umiejętności czytania ze zrozumieniem, poznawczym – dotyczącym myślenia i postrzegania świata oraz komunikacyjnym – dotyczącym kompetencji w dziedzinie porozumiewania się. No cóż, naszkicowany obraz nie wydaje się wskazywać, byśmy byli narodem Einsteinów. Mam jednak wrażenie, że i tak jest nieco zbyt pochlebny. Rysując go, autorzy pominęli całą sferę aktywności – czytelniczej i komunikacyjnej – mającej swoje miejsce w internecie. Odnosząc się do potocznego sposobu myślenia i komunikowania Polaków, posiłkowali się takimi charakterystycznymi dla poszczególnych „poziomów” tekstu przykładami, jak – w kolejności – elementarz, przewodniki TV i popularne powieści, tabloidy i Harry Potter, biblia, Newsweek i podobne mu tygodniki, teksty akademickie oraz akty prawne.
Pytanie, na jakim poziomie należałoby umieścić język przeciętnego, statystycznego internauty-autora komentarzy, np. na facebooku. Z jego możliwością zrozumienia przeczytanego tekstu, z jego widzeniem świata i umiejętnością tego świata nazywania… Lektura losowo wybranych efektów internetowej „działalności komentatorskiej” prowadzi nas do wniosku, że w sieci czytają i piszą o tym, co przeczytali, głównie Polacy z młodszych klas szkoły podstawowej. I to wyraźnie wychowawczo zaniedbani. Gdybyśmy to do nich chcieli kierować nasz komunikat o europejskich funduszach, powinniśmy zadbać, by jego indeks FOG wynosił raczej 3-5 niż sugerowane przez autorów 10-12.
Może się mylę, może korpus frekwencyjny języka polskiego, na którym opierają się autorzy poradnika, w wystarczającym zakresie uwzględnia ten obszar aktywności językowej, a w każdym razie uwzględniał, bo kilka lat od publikacji jednak minęło, a zmiany dokonują się dziś błyskawicznie. Moje subiektywne codzienne doświadczenia kontaktu z internetową potoczną polszczyzną wskazują na ruch w dół, coraz mniejsze kompetencje użytkowników języka. Nie wiem, czy winna jest temu polska szkoła, czy może po prostu specyfika tak niewymagającego medium, jakim jest internet. Jakieś kroki naprawcze, albo chociaż mogące zatrzymać tę tendencję, należałoby z pewnością podjąć.
Ale o tym – i o propagandzie sukcesu – następnym razem.