W poszukiwaniu teorii, czyli federacje kośćcem społeczeństwa obywatelskiego
tekst ukazał się (w wersji z odpowiednimi przypisami) w publikacji “Brakujące ogniwo. Poradnik sieciowania dla organizacji pozarządowych”, Warszawa 2014. Chcących uporządkować sobie wiedzę zachęcamy do wzięcia udziału w kursie “Stowarzyszenia i Państwo” naszego Wirtualno-latającego Uniwersytetu Pozarządowego.
Na federacje można patrzeć z dwóch stron. Oczywiście, są to przede wszystkim formy współdziałania organizacji pozarządowych, takie narzędzie skuteczniejszego działania. Jednak podobnie jak stowarzyszenie nie jest tylko sumą działań swoich członków, tak też i federacje stają się w naturalny sposób nową jakością. Dlatego aby mówić z sensem o federacjach organizacji pozarządowych, musimy widzieć je w innym, szerszym kontekście. Tym kontekstem może być pojęcie trzeciego sektora, sektora obywatelskiego, czy wręcz społeczeństwa obywatelskiego. Odrodzenie pojęcia „społeczeństwo obywatelskie” w II połowie XX wieku wiązane jest często z powstaniem opozycji demokratycznej w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, ma również związek z rewolucją uczestnictwa (przełomu lat 60. i 70.) w krajach Europy Zachodniej czy z ożywieniem działalności społecznej w krajach Ameryki Łacińskiej3. Te trendy, dążenie do upodmiotowienia społeczeństwa względem państwa wiąże się z innym spojrzeniem na obywatela i jego rolę w systemie społeczno-politycznym.
Oznaczało to powrót do patrzenia na inicjatywy obywatelskie nie tylko jako dostarczyciela usług i sposób samoorganizacji społecznej, ale jako na instytucję pośredniczącą pomiędzy obywatelem a państwem, która spełnia określoną przez De Tocqueville’a rolę „oświeconego i potężnego obywatela, którego nie można w dowolny sposób samowolnie naginać ani po cichu gnębić i który, broniąc swoich własnych praw przed zakusami władzy, ratuje jednocześnie wolność powszechną”. Obywatel, poprzez zorganizowane formy działania, stara się uzyskać status uczestnika procesu podejmowania decyzji, a nie tylko jego odbiorcy. Staś Gawroński, pisząc o wolontariacie dobrze uchwycił istotę tego procesu: „był to już najwyższy czas na radykalne działanie, które sięgnęłoby samych korzeni problemów, przekroczyło granicę bezkrytycznej i niewystarczającej dobroczynności i które obnażyłoby wewnętrzną słabość całego systemu społecznego. Zdecydowanie potwierdził się polityczny wymiar pracy na rzecz ludzi z marginesu społecznego jako działania zmierzające do zmiany społeczeństwa, które często samo ów margines tworzy”. Ówczesne powstawanie nowych ruchów społecznych, których różnego rodzaju inicjatywy (w tym organizacje pozarządowe) stanowiły ważny element większej struktury organizacyjnej tworząc wręcz sieć struktur sieciowych czyli „konglomerat ogólnonarodowych i lokalnych organizacji formalnych i grup nieformalnych”.
Tak oto struktury międzyorganizacyjne obok funkcji mobilizacyjnych (kumulowanie zasobów) dla realizacji stawianych sobie celów społecznych w działaniach alternatywnych czy wspierających administrację publiczną pełnią też znaczącą funkcję rzeczniczą i kontrolną w budowaniu systemu społeczno-politycznego i tworzeniu polityk publicznych. Tu dochodzimy do wizji społeczeństwa obywatelskiego, obejmującego „wszelkie instytucje i formy zrzeszeń, które dla swej reprodukcji wymagają interakcji komunikacyjnej oraz które, w celu koordynacji działania w swym obrębie, zdają się przede wszystkim na procesy społecznej integracji”8. Mamy więc model społeczeństwa obywatelskiego jako trzeciego sektora (obok państwa i rynku), gdzie podstawowym budulcem są inicjatywy społeczne (organizacje pozarządowe). Ten trzeci sektor, którego cechami konstytutywnymi (definicja ta opiera się na definicjach Lasocika i mojej (ale powtórzonym później w publikacji naukowej przez prof. Sicińskiego) są (1) poczucie przynależności, czyli świadomość udziału we wspólnej misji na rzecz podnoszenia jakości życia poszczególnych ludzi i społeczeństwa jako całości, oraz (2) istnienie infrastruktury, czyli systemu instytucji umożliwiających przepływ informacji, artykulację interesów i ich reprezentację10. W „Międzynarodowej deklaracji zasad” stwierdza się: “Co prawda, organizacje mogą osiągnąć wiele własnymi siłami, jednak współpracując z innymi, są jeszcze skuteczniejsze. Podobnie jak sektor prywatny i publiczny, organizacje non-profit mogą zyskać na sile i efektywności dzięki istnieniu instytucji reprezentujących ich wspólne interesy. Tymczasem potrzeba zbudowania »organizacji infrastrukturalnych« często nie jest wystarczająco rozpoznana, niekiedy także odkłada się taką decyzję na później, całą uwagę skupiając na bieżących wyzwaniach. Wiąże się to ze znaczącą utratą synergii i możliwości długofalowego rozwoju”. Wśród organizacji infrastrukturalnych ważną, jeśli nie najważniejszą, funkcję pełnią federacje. Mamy oczywiście obok nich jeszcze niezależne organizacje wspierające w obszarze wsparcia finansowego (fundacje grantodawcze), merytorycznego (think-tanki) czy techniczno-organizacyjnego (np. centra wsparcia), ale po pierwsze, bardzo często funkcje te pełnić mogą również federacje, a po drugie, że to właśnie federacje zapewniają w swoim działaniu zapewnienie tych podstawowych cech sektora pozarządowego jakimi są oddolność i demokratyczność struktur. To one (choć zapewne nie tylko one) zapewniać mogą przepływ informacji między organizacjami, synergię działań, pomoc wzajemną, ucieranie się poglądów, wypracowywanie stanowisk, wspólne występowanie wobec opinii publicznej i innych partnerów (biznes, administracja) itp.
Idea trzeciego sektora jest próbą połączenia dwóch przeciwstawnych tradycji – tej wyrastającej z koncepcji praw i wolności obywatelskich i tej, która wynika z republikańskiej wizji powinności obywatela odpowiedzialnego za wspólne dobro. W obu podejściach system federacyjny ma swoje głębokie uzasadnienie. W pierwszym współpraca organizacji to zwiększanie sfery wolności, obszarów bez państwa. W drugim – zwiększanie presji na administrację, przejmowanie obowiązków państwa. Wydaje się też, że „myślenie w kategoriach indywidualizmu i wolności jednostki nie wyklucza, przynajmniej z logicznego punktu widzenia, niektórych wartości charakterystycznych dla republikańskiego ujęcia społeczeństwa obywatelskiego”12. Pluralizm, a często wręcz bardzo różne (czasem sprzeczne) podejścia do najważniejszych zagadnień współczesnego społeczeństwa nie są jednak tu ułomnością lecz ogromną zaletą. Tylko dzięki tej różnorodności współczesne organizacje pozarządowe mogą spełniać różnorodne funkcje i nie zostać zepchnięte do roli jedynie podwykonawcy zadań publicznych czy wchłonięte przez system państwowy poprzez włączenie w proces podejmowania decyzji.
Kluczową kategorią trzeciego sektora, możliwą właśnie dzięki różnorodności składających się na niego organizacji pozarządowych, jest bowiem niezależność. To właśnie ten sektor, silny i niezależny, negocjujący z władzą warunki funkcjonowania poszczególnych inicjatyw, stojący na straży uprawnień obywateli i wspierający organizacje w ich relacjach zarówno z władzą, jak i z biznesem, może być tym elementem, który zagwarantuje niezależność organizacjom uwikłanym w różnorodne zależności (tak względem administracji publicznej, jak i biznesu) i przez to często nietraktowanym jako prawdziwa emanacja aktywności obywateli. Tak budowane od dołu, na zasadach federacyjnych, społeczeństwo obywatelskie musi pełnić trzy równoległe funkcje:
• zgodnie z ideą dialogu obywatelskiego brać udział w procesie podejmowania decyzji,
• zgodnie z zasadą p o m o c n i c z o ś c i przejmować zadania publiczne,
• zgodnie z uprawnieniami suwerena kontrolować działalność administracji publicznej i biznesu.
O tym, że realizacja tych funkcji jest rzeczywiście pożądana, świadczy chociażby przyjęta na poziomie Unii Europejskiej (np. w kontekście wdrażania funduszy europejskich) zasada partnerstwa, która zakłada udział partnerów na wszystkich poziomach – planowania, wdrażania, monitoringu i oceny działań. Tu służby Komisji Europejskiej podkreślają, że „[j]eżeli liczba zainteresowanych organizacji – a zatem i potencjalne partnerstwo – jest szczególnie duża, właściwe może być utworzenie platform koordynacyjnych i organizacji patronackich dla potencjalnych partnerów oraz wyznaczenie wspólnego pełnomocnika uczestniczącego w przygotowaniu i realizacji programu, w celu zapewnienia sprawnego funkcjonowania partnerstwa”.
Na koniec słów kilka w kwestii pewnej idealnej wizji społeczeństwa obywatelskiego. Nie przesądzając, na ile jest to pewien utopijny model teoretyczny, a na ile sorelowski mit określający cele strategiczne, wydaje się ona dość łatwa do opisania. To sformułowana przez Abramowskiego wizja „respubliki kooperatywnej”, czyli „Splot[u] stowarzyszeń cząstkowych, z których każde bierze inną dziedzinę interesów. Wynika to z zasady łączenia się dobrowolnego, zatem na mocy wspólnego interesu; wszyscy ludzie nie mają jednakowych potrzeb, nie mogą więc zaspokajać wszystkich potrzeb w jednym stowarzyszeniu. Różnica z państwem, które ogarnia całość potrzeb człowieka i normuje je jednakowo dla wszystkich”. To nic innego, jak proponowany przez Ossowskiego nowy typ ładu społecznego opartego o porozumienia zbiorowe. To właśnie oparty o idee kooperacji i federacji system tworzenia od dołu, budowany przez dobrowolne porozumienia tworzący nową strukturę społeczną stanowiącą emanację obywatelskiej aktywności i będącą form obywatelskiej partycypacji. To szkielet społeczeństwa obywatelskiego, dzięki któremu różnorodne inicjatywy, realizując swoją misję, wchodząc w szerokie interakcje, mogą zachować niezależność i współuczestniczyć w życiu publicznym.