Dzisiaj, 26 stycznia, w warszawskiej Galerii Kordegarda odbyła się promocja książki Marty Kukowskiej “Przepis na wolontariat”. O tym, że wydarzenie ważne, świadczyła obecność wicepremiera Piotra Glińskiego i pełnomocnika rządu ds. społeczeństwa obywatelskiego i równego traktowania Wojciecha Kaczmarczyka. W dyskusji zabrali głos m.in. przedstawiciele Narodowego Centrum Kultury, Centrum Myśli Jana Pawła II oraz Fundacji Kronenberga, instytucji, które współuczestniczyły w powstaniu książki.
To, że książka jest istotna, było dla organizatorów bezdyskusyjne. Więcej, z wypowiedzi wynikało, że to początek drogi, że szykuje się konkurs grantowy, cykle szkoleń. Ja niestety o książce nic powiedzieć jeszcze nie mogę. Mam nadzieję, że uda nam się zamieścić wkrótce recenzję, bo egzemplarz zakupiłem – przekażę po przeczytaniu do biblioteki OFOP-u. Nie mogę się jednak powstrzymać od pewnej refleksji.
Gdyby społeczeństwo obywatelskie w Polsce było silne, żywotne, to bardzo bym się cieszył z takich przykładów jak wolontariat w Muzeum Powstania Warszawskiego. Wspaniali ludzie, wspaniała robota – co zresztą w czasie spotkania podkreślali kombatanci. Ale gdzie pomocniczość państwa, tak podkreślana w Katolickiej Nauce Społecznej? Gdzie ci, którzy mają budować tkankę społeczną poza instytucjami państwa, jeśli tak zasobne, zatrudniające fachowców, wykorzystujące publiczne gmachy i pieniądze budżetowe instytucje zagospodarują tych nielicznych, chętnych do zaangażowania się społecznego? Wolontariat w biznesie jest zakazany. W instytucjach publicznych – zresztą dzięki staraniom organizacji pozarządowych, które walczyły o ustawę o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie – dozwolony. Jednak o ile piękniej by było – a próbowaliśmy o to walczyć w ramach programu Aktywność Obywatelska – gdyby instytucje publiczne współpracowały z organizacjami, które dostarczałyby wolontariuszy. Sytuacja byłaby z pewnością bardziej przejrzysta.