Poprzednicy organizacji pozarządowych
notatki do historii zakonów (3)
Czy średniowieczne zakony były poprzednikami dzisiejszych organizacji? Wielu osobom teza ta może się wydawać nazbyt śmiała i trudna do obrony. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę sposób powstawania, organizację wewnętrzną, znaczącą niezależność i niekomercyjne cele, musimy przyznać, że zakony spełniają kryteria definicyjne organizacji pozarządowych (por. Definicje organizacji pozarządowej w: FederalistKa nr 8). Czy więc historia zakonów może nas czegoś nauczyć o organizacjach, o sposobie ich tworzenia, zarządzania nimi? O niebezpieczeństwach i możliwościach rozwoju? O liderstwie i wyznaczaniu celów? O skuteczności poświęcenia i działalności nienastawionej na zysk? To temat z pewnością szeroki i wymagający długoletnich studiów. Ale już teraz warto zbierać notatki i cytaty do przemyśleń.
Historia komendy w klasztorach to element sporu pomiędzy Kościołem a świecką władzą. Spór ten dotyczył wielu kwestii, jak choćby sądownictwa, podatków, majątku, władzy. Szczególną formę przyjął w stosunku do klasztorów, których zależność (czy niezależność) od papieża, biskupów i władców była jedną z osi sporu. A nie była to kwestia drugoplanowa. Klasztory benedyktyńskie w średniowiecznej Polsce należały przecież do największych właścicieli ziemskich, a opat stojący na czele takiego klasztoru był ważnym panem feudalnym. Miało to znaczenie i gospodarcze, i polityczne, a czasem wręcz militarne. Nic więc dziwnego, że władcy – od czasów Karola Wielkiego – próbowali przejąć kontrolę nad bogatymi klasztorami. Również stolica apostolska próbowała wpływać na wybór (mianować) opatów w klasztorach (tzw. rezerwaty papieskie z XIV w.). To wszystko przygotowywało grunt do zamachu na niezależność opactw i do wprowadzenia instytucji tzw. komendy, która była formą narzucania opata poszczególnym klasztorom przez władze świeckie.
Demokracja benedyktyńska
Choć komenda dotknęła nie tylko benedyktynów (sama nazwa przyjęła się dzięki jezuicie – wprowadził ją do języka polskiego Piotr Skarga), ale również cystersów, norbertanów czy joannitów. Tu jednak robimy notatki do komendy w klasztorach benedyktyńskich, więc do ich struktury się odniesiemy. Klasztory benedyktyńskie z założenia są niezależnymi wspólnotami (1). Reguła benedyktyńska mówi: „Przy ustanawianiu opata trzeba zawsze przestrzegać zasady, by ten nim został, kogo wybierze jednomyślnie i w bojaźni Bożej cała wspólnota lub choćby tylko jej część niewielka, lecz kierowana lepszym rozeznaniem. O wyborze zaś rozstrzygać musi wartość życia i mądrość nauki, i to nawet wówczas, gdyby we wspólnocie kandydat był ostatni w kolejności”. A przestrzegając przed zgubnymi efektami konfliktu, opat-przeor Benedykt stwierdzał: „za wskazane, dla zachowania pokoju i miłości, aby opat według własnego uznania miał prawo obsadzać stanowiska klasztorne. A jeśli to możliwe, niech dziekani, jak to ustaliliśmy, załatwiają wszystkie sprawy klasztoru, oczywiście zgodnie z poleceniami opata. A tak gdy władza zostanie powierzona kilku osobom, jedna nie będzie miała podstaw do pychy”. W klasztorach benedyktyńskich, choć wybierany dożywotnio opat miał właściwie pełnię władzy, to wyraźne elementy demokratyczne. Warto tu przypomnieć zapisy reguły: „Ilekroć trzeba w klasztorze podjąć jakąś ważną decyzję, niechaj opat zwoła całą wspólnotę i przedstawi jej, o co chodzi. Wysłuchawszy opinii braci, niech ją sam rozważy, a następnie zrobi to, co uzna za bardziej wskazane. Powiedzieliśmy zaś, że wszystkich należy wzywać na radę, gdyż Pan często właśnie komuś młodszemu objawia to, co jest lepsze. (…) Jeśli zaś chodzi o jakieś mniej ważne sprawy klasztoru, niech opat wzywa na radę jedynie starszych, bo napisane jest: Nic nie czyń bez rady, a po uczynku nie będziesz żałował”.
Niezależne, bogate klasztory stały się łakomym kąskiem dla kolejnych władców.
Pod nie swoją komendą
W 1460 r. Kazimierz Jagiellończyk zobowiązał klasztor w Lubiniu, że nie wybierze sobie opata bez zgody króla. W roku 1536 sejm zarezerwował godność opata jedynie dla Polaka i szlachcica. W 1573 roku (w czasie bezkrólewia) odbył się ostatni wolny wybór opata w Tyńcu (o nim to głównie będzie mowa), który jednak nie przypadł do gustu ani królowi Stefanowi Batoremu, ani nuncjuszowi apostolskiemu. Wtedy opat otrzymał „z nadania” pomocnika – opata-koadiutora, który przejął, po jego śmierci, stanowisko. Potem wbrew woli mnichów, przy pomocy wojska, Zygmunt III Waza usadowił na funkcji opata swojego sekretarza. Od tej pory komendatariuszem zostawał ktoś, komu władca chciał się odwdzięczyć za jakieś usługi – uderzało to w same podstawy ustroju benedyktyńskiego.
W obronie niezależności
Mnisi w różny sposób próbowali bronić swej niezależności. Odwoływali się do papieża (jezuita Pstrokoński, spowiednik króla, przejął władzę w opactwie mimo wieloletniej odmowy Rzymu zatwierdzenia jego kandydatury), podpisywali z narzuconym opatem swoiste pacta conventa, wzmacniali rolę przeora (który jako komisarz nuncjatury przejął jurysdykcję w sprawach duchowych) i kapituły. W końcu, dzięki stworzonej kongregacji, udało się doprowadzić do oddzielenia opata komendataryjnego od opata klastralnego (wybieralnego). Opat komendataryjny pobierał swoje apanaże, ale nie miał nic do powiedzenia w sprawach samego opactwa. Tak kosztem dwóch trzecich swego uposażenia opactwa odzyskały swobodny wybór opatów. Sprawę tę uregulował tzw. „konkordat wschowski” (1737 r).
Cienie sukcesów i bogactwa
Oczywiste jest, że komenda była próbą zagarnięcia sporych dochodów klasztornych. To sukces ekonomiczny stał się przyczyną zainteresowania władców i chęci wykorzystywania przez nich funkcji opata do wynagradzania swoich poddanych. Ten proces miał także i drugie oblicze. Warto tu zacytować tynieckiego benedyktyna Pawła Szczepańskiego („Tyniec”, Kraków 2008): „Z perspektywy kilku stuleci kolejne sekularyzacje dóbr, pierwsza w XIV w. za Kazimierza Wielkiego, druga w XVIII w. za Augusta III Sasa, jak również utrata niektórych posiadłości przedstawia się w innym świetle. To, co wówczas nazywano krzywdą i niesprawiedliwością, było zbawienne i uzdrawiało sytuację. Życie pokazało, że klasztor zyskał tylko na podziale dóbr i okrojeniu ich do jednej trzeciej dawnego stanu. Wzniósł się na wysoki poziom właśnie wtedy, gdy zubożał” (s. 190).
(1) Pomijamy tu chwilowo kwestię kongregacji i domów zależnych.
.