Poprzednicy organizacji pozarządowych
notatki do historii zakonów (2)
Czy średniowieczne zakony były poprzednikami dzisiejszych organizacji? Wielu osobom teza ta może się wydawać nazbyt śmiała i trudna do obrony. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę sposób powstawania, organizację wewnętrzną, znaczącą niezależność i niekomercyjne cele, musimy przyznać, że zakony spełniają kryteria definicyjne organizacji pozarządowych (por. Definicje organizacji pozarządowej w: FederalistKa nr 8). Czy więc historia zakonów może nas czegoś nauczyć o organizacjach, o sposobie ich tworzenia, zarządzania nimi? O niebezpieczeństwach i możliwościach rozwoju? O liderstwie i wyznaczaniu celów? O skuteczności poświęcenia i działalności nienastawionej na zysk? To temat z pewnością szeroki i wymagający długoletnich studiów. Ale już teraz warto zbierać notatki i cytaty do przemyśleń.
W tomie 7 czasopisma „Nasza Przeszłość” z 1958 roku znajdujemy artykuł ks. Ludwika Piechnika „Gimnazjum w Braniewie w XVI w. Studium o początkach szkolnictwa jezuickiego w Polsce”. Poniżej notatki z tej lektury.
Pomińmy tu z pewnością ciekawe pytanie, jak to się stało, że zakon, który postawił w swoich początkach na ludzi dojrzałych i uformowanych [1], co więcej – nie przewidywał w swojej działalności nauczania (sic!), stał się potęgą edukacyjną. Tekst dobrze opisuje tę kwestię, rzecz nie dotyczy jednak Braniewa, a my chcemy zwrócić uwagę na doświadczenia lokalne.
Presja czasu i pierwsze trudności
Otwierając nowe kolegia, jezuici wysyłali zazwyczaj kogoś wcześniej „dla urządzenia kolegium i zaopatrzenia go w książki” (s. 13), w tym jednak wypadku (a mieli zakładać i kolegium, i seminarium diecezjalne) wyprawili się w nieznane, licząc na opiekę biskupa [2]. W drugiej połowie 1564 roku po uciążliwej podróży dociera tu dziewięciu zakonników (z dwu różnych prowincji zakonnych i różnej narodowości – Szkot, Flamandczyk, Włoch, dwu Niemców, Prusak, Bawarczyk, Niderlandczyk i Czech). Nie od razu udało im się dotrzeć do oddanego im klasztoru pofranciszkańskiego – zrobili to dopiero w początkach 1565 roku – z uwagi na panującą w Braniewie zarazę. Zresztą kolejne epidemie nie raz psuły jeszcze zakonnikom robotę. w 1567, 1572, 1577 przerywano zajęcia na czas epidemii. W latach późniejszych nie przerywano zajęć, ale płacono za to czasem śmiercią zakonników lub uczniów.
Po zajęciu budynków od razu postanowiono wziąć się do pracy. Informację o otwarciu szkoły ogłoszono z ambon (edukacja miała być bezpłatna) i rozesłano „do biskupów, proboszczów i administratorów w dalekich polskich, ruskich i pruskich ziemiach” (s. 12). Jednak przez pierwsze tygodnie szkoła była pusta. W końcu w połowie lutego przybyło sześciu pierwszych chłopców. Środowisko protestanckie było przeciwne szkole. „Okoliczne zaś miejscowości protestanckie ułożyły się nie dostarczać żywności do miasta, by przez brak środków zmusić jezuitów do odstąpienia od rozpoczętego dzieła”. Niechęć lokalnego środowiska z czasem się zmniejszała, ale i tak problem ze stancjami dla uczniów pozostał. A to z uwagi na drożyznę jak i stosunek mieszczan, którzy z jednej strony jako protestanci byli niechętni uczniom szkoły prowadzonej przez jezuitów. a z drugiej jako ci, którzy mogli mieć negatywny (innowierczy) wpływ na uczniów kolegium, nie byli idealnym rozwiazaniem dla prowadzących kontreformacyjną szkołe. Zresztą otwarcie szkoły pobudziło też protestantów do zakładania w okolicznych miejscowościach własnych szkół.
Trzecim problemem były warunki pracy. Po pierwsze warunki lokalowe, wychowawca pisze, że przybył „do szkoły stęchłej i ciasnej, jak żadna inna – niby do więzienia” (s. 15) i trwało tak do roku 1646, kiedy to został wybudowany wygodny gmach. Warto też wspomnieć, że jezuici przeżywali „w pewnych okresach skrajną nędzę”. Przy czym nie wynikało to ze złego zarządzania, ale… dynamicznego rozwoju placówki. Aby dobrze to zrozumieć, trzeba jednak powrócić do idei fundacji.
Fundacje
Dziś traktujemy fundacje jako osobne byty prawne, niezależne, prowadzące własną „politykę” czy „strategię”. Warto zwrócić uwagę, że z punktu widzenia ówczesnych stosunków fundacja to w dużej mierze zapewnienie stałych przychodów na pewną działalność, prowadzoną nie przez fundację, ale np. właśnie przez zakon.
Zapraszając jezuitów, kapituła katedralna – obok oddania im klasztoru – wyraziła zgodę na zapewnienie im bytu materialnego. Jednak dokument fundacyjny w pierwszej redakcji nie odpowiadał przedstawicielom Towarzystwa Jezusowego. Oto bowiem „na utrzymanie 24 seminarzystów i 20 jezuitów przeznaczono 1000 grzywien rocznie. Dwie trzecie z tego miał wpłacać biskup, a jedną kapituła” (s. 13). Wątpliwości w takim zapisie budziły i kwota, i fakt, że fundacja dotyczyła właściwie tylko seminarium, a nie podstawowej działalności, jaką miało być prowadzenie kolegium. Dlatego też wprowadzono do dokumentu zmiany w latach 1566 i w 1568. W wyniku pierwszej zmiany „pensja roczna, którą podniesiono do 1.200 grzywien i która stanowiła podstawę utrzymania, została podzielona. Na seminarium przeznaczono 400 a na kolegium 800 grzywien. Oprócz pensji miano dostarczyć zboże na chleb i piwo oraz drzewo na opał. Nie wykluczono przyjmowania darowizn, co w przyszłości ratowało jezuitów w biedzie materialnej” (s. 13). Druga zmiana wprowadzała dodatkowe zabezpieczenie: „Gdyby zaś się zdarzyło, że seminarium zostałoby rozwiązane (…) to jednak prawo do domu, kościoła jako też dochodów przyznanych Kolegium Towarzystwa pozostanie w nienaruszonej mocy” (s. 15).
Ciągłość pracy została zapewniona, ale nigdy nie jest idealnie. Powracały kłopoty z wypełnianiem zobowiązań, bo np. „Akt fundacyjny gwarantował roczną pensję na remont budynków, ale kapituła nie chciała jej wypłacać” (s. 17). Z kolei zwiększające się wydatki przy stałych przychodach były przyczyną kolejnych kłopotów. Nowo podejmowane działania wymagały zwiększenia liczby jezuitów. I tak np. w roku 1565 otworzony został konwikt szlachecki, gdzie zatrudniano dwóch jezuitów, a w 1569 roku zorganizowano nowicjat, w którym liczba kandydatów do zakonu dochodziła do trzydziestu [3]. Do tego jeszcze seminarium papieskie i bursa dla ubogich studentów. „W niektórych latach liczba jezuitów przekraczała 80, gdy tymczasem fundacja obliczona była tylko na 20 osób” (s. 16). Poważnie myślano o zamknięciu placówki.
Jak poradzono sobie w końcu z trudnościami, pokazuje przykład bursy dla ubogich studentów. Bursa w Braniewie rozpoczęła działalność w 1582 roku. „Byt materialny w pierwszym roku zapewniali jej jezuici z pieniędzy seminaryjnych, wnet jednak darowizny prałatów warmińskich, a szczególnie bpa Marcina Kromera zupełnie wystarczały. Po trzech latach istnienia posiadała już bursa stałe, własne fundacje. Rzecz znamienna, że gdy kolegium braniewskie często głodowało, bursa materialnie miała się zawsze dobrze” (s. 64).
Na koniec uwag o fundacjach i ich roli dodać trzeba, że szkoła w Braniewie miała szanse zostać uniwersytetem, jednak „otwarcie nowicjatu w Braniewie uczyniło plan o akademii nierealnym z powodu za małej fundacji” (s.70).
Młodzież
Jeszcze garść ciekawych – z punktu widzenia działania instytucji – ciekawostek, wartych, moim zdaniem, odnotowania.
Po pierwsze, szkoła była międzynarodowa – i to zarówno z uwagi na skład profesorski, jak i uczniów. Dużym problemem były jednak stosunki polsko-niemieckie. Bunt polskich uczniów w 1566 roku wywołały zachowania jednego z profesorów, który był jednocześnie prefektem studiów. Polscy uczniowie opuścili kolegium i w szkole, gdzie uczyło się i 300 uczniów, zostało ich jedynie 40. Uświadomiło to jezuitom wagę problemu i po zmianach personalnych uczniowie polscy wrócili do szkoły.
Po drugie, jednym z elementów wychowania w szkole jezuickiej były organizacje młodzieżowe przy kolegiach, czyli Sodalicje Mariańskie (opisywał je w pierwszym tomie swojej historii organizacji młodzieżowych Aleksander Kamiński). W szkole braniewskiej taka sodalicja powstała w 1571 roku. Dzieliła się ona na na kongregacje [4]
Po trzecie, autor wskazuje, że „W Braniewie nie spotykamy się ze zjawiskiem tumultów uczniowskich, które już w XVI w. miały miejsce w innych jezuickich szkołach” (s. 55). Pozostaje jednak kwestią do dyskusji, czy jest to zasługa samych jezuitów, „którzy umieli utrzymać karność i porządek” (s. 56), czy raczej specyficznej sytuacji braniewskiej szkoły zanurzonej w nieprzychylnym środowisku, a więc swoistej równowagi sił.
Pominąłem tu bardzo ciekawe fragmenty dotyczące samej nauki i wychowania (metod, nauczycieli). Nie wychodzę też poza zakres historyczny tego artykułu (XVI w.).
[1] Miało być ich sześćdziesięciu, co od razu kojarzy mi się z liczbą członków czynnych Towarzystwa Przyjaciół Nauk.
[2] W ogóle początki jezuitów w Polsce cechuje pewien pośpiech i chodzenie na skróty, ale to inna opowieść, dotycząca m.in. naszych wielkich jezuitów, takich jak Jakub Wujek czy Piotr Skarga. W historii kolegium jeszcze raz widać ten pospiech. Oto w latach osiemdziesiątych XVI w. „Katedry profesorskie obejmują zupełnie młodzi, nie przygotowani dostatecznie ludzie (…) W tych latach dochodzi do głosu narodowość polska” (s. 55). Wynika to z ogromnego zapotrzebowania na nauczycieli z powodu powstających nowych kolegiów i powstania Akademii Wileńskiej. Dochodzi do niepokojących wydarzeń (kara chłosty na uczniach, która odbiła się szerokim echem) i spadku jakości nauczania. W latach 90. jakość nauczania nie budzi już zastrzeżeń.
[3] Praktycznie ciężar ten spadał na ośrodek prowadzący, choć formalnie powinny się dokładać wszystkie kolegia w Polsce.
[4] Np. „osobna kongregacja sodalicyjna powstała na terenie konwiktu. Należeli do niej niemal wszyscy Polacy. Pracę organizacyjną prowadzili sami, bez większego wkładu prefekta” (s. 45).