Ideologia sektora (1)
Gdy w 1998 roku zamieściłem w ASOCJACJACH (ogólnopolskim piśmie dla organizacji pozarządowych) tekst „Struktura Infrastruktury”, nie było odzewu. Parę osób poczuło się trochę urażonych, a większość nie zwracała uwagi na takie „metadyskusje” w czasie, gdy sektor rozwijał się w najlepsze i jedynym problemem było, jak usprawnić przepływ pieniędzy pomiędzy administracją a krzepnącymi organizacjami. Do tej pory zresztą trudno zauważyć u działaczy organizacji chęć do dyskusji i polemik. Niech każdy robi swoje i nie wtrąca się do innych. Nadszedł jednak czas, gdy nie da się dalej chować głowy w piasek.
Mit aideologiczności
We wspomnianym wyżej tekście oskarżałem organizacje działające na rzecz rozwoju „trzeciego sektora”, że pod hasłem aideologiczności, nie biorąc pod uwagę różnic ideologicznych, „ogranicza się wewnętrzną dyskusję, i co za tym idzie, zubaża się myślenie o sektorze. Oznacza to brak jednoznacznej wizji (co jak co, ale to infrastruktura powinna zapewniać) miejsca i roli organizacji w systemie społeczno-politycznym państwa. Wbrew pozorom fakt, iż w prasie pozarządowej czy podczas konferencji praktycznie nie ma polemik, nie oznacza wspólnej wizji. Wszyscy się ze sobą zgadzają, bo trudno jest być przeciw budowaniu społeczeństwa obywatelskiego, wspieraniu aktywności społecznej, współpracy z samorządem itd. Różnice mogą pojawić się dopiero w podejściu do form urzeczywistniania tych pojęć. Pojedyncze kontrowersyjne teksty czy wypowiedzi spotykają się ze zmową milczenia, a jedyny rzeczywisty dyskurs odbywa się za zamkniętymi drzwiami wśród niewielkiej liczby osób i de facto dotyczy raczej kwestii technicznych niż zagadnień merytorycznych. Duże organizacje nie są zainteresowane współpracą i wymianą z małymi, małe w codziennej walce o przetrwanie nie mają czasu na nawiązanie współpracy między sobą”.
Nowy sektor?
I nagle okazało się, że ta aideologiczność jest w pełni ideologiczna, wykluczająca. Oto pojawiły się głosy, że jest ona liberalna, progresywna – w przeciwieństwie do tej konserwatywnej, patriotycznej. „Nie widzę – mówi Ilona Gosiewska w tekście na ngo pl – żywej dyskusji w III sektorze, która mogłaby być dobrą praktyką dla środowisk politycznych”. Czy rzeczywiście istniał do tej pory jakiś zmarginalizowany inny trzeci sektor? Czy były organizacje, które z przyczyn ideowych były wykluczone? Moim zdaniem, nie. Rzeczywiście była grupa organizacji, która dzięki specyficznym umiejętnościom potrafiła zdominować rynek dotacji. Jednak nie była to grupa określonej ideologii (raczej już jej braku). Co więcej, tych, którzy nie mogli się dostać do środków, była cała masa – o bardzo różnej proweniencji. Jednak wszystkie uciekały właściwie od polityki i sporów ideologicznych. Oczywiście, działały struktury Rodziny Radia Maryja czy kluby Gazety Polskiej, lecz dopiero gdzieś tak od pierwszej dekady XXI wieku (warto będzie dokładniej prześledzić historię ideologii sektora) zaczęły wkraczać na obszar będący do tej pory przedmiotem zainteresowania trzeciego sektora i zainteresowano się możliwościami formy organizacyjnej ngo. Stowarzyszenie Odra-Niemen rejestruje się w roku 2002, Instytut Sobieskiego w 2005, Fundacja Republikańska w 2009, Fundacja Klubów Gazety Polskiej w 2012…
Walka o pieniądze czy o rząd dusz?
Główna zmiana nastąpiła na razie nie tyle w działaniach organizacji pozarządowych, co w polityce państwa. Po raz pierwszy rząd nie tylko podjął inicjatywę odgórnego wspierania rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, ale także zadecydował, że część organizacji (ta niedostatecznie wspierana dotychczas) powinna zostać wzmocniona. Prawem rządu jest – w granicach prawa – tworzyć i realizować polityki publiczne, i oczywiście za efekty tych polityk odpowiadać. Gorzej, jeśli okaże się, że celem rządu jest nie tyle realizować swoje polityki publiczne w oparciu o niezależne społeczeństwo obywatelskie, ale wykorzystywanie finansowania polityk publicznych do zmieniania (uzależniania) społeczeństwa obywatelskiego. Ale jak bronić niezależności społeczeństwa obywatelskiego? Kiedy nie ma jasnej odpowiedzi na pytanie, czy i ewentualnie czym (oprócz pewnych zewnętrznych form) różnią się jego wizje. Dlatego na łamach asocjacji.org rozpoczynamy dyskusję na temat istoty dzisiejszego społeczeństwa obywatelskiego w Polsce. Spróbujemy przypomnieć debaty, które wokół tego tematu się w sektorze odbyły. Odwołamy się do historii II RP, bo wydaje się, że wiele spośród dzisiejszych sporów ideowych tam ma swoje korzenie. Może zajrzymy do tekstów teoretycznych (które przerabiamy na Wirtualno-Latającym Uniwersytecie Pozarządowym), ale najważniejsze – czy ktoś jest tym zainteresowany? Bo przecież może po prostu trzeba się przystosować. Czekam na odzew.