W jednym z poprzednich odcinków, mówiącym o pośrednictwie pracy, zapowiadałem zajęcie się kwestią robotniczą. Czas się wywiązać z obietnic. Zobaczmy, jak to wyglądało na samym początku. Kurier Warszawski podjął temat już 5 sierpnia. Wybuch wojny wprowadził znaczące zamieszanie na rynku pracy. Bank Państwa zawiesił operacje finansowe, co oznaczało dla przedsiębiorców brak środków na wypłaty dla pracowników i utrudnienia w funkcjonowaniu zakładów. Sytuację pogłębiał niedostatek surowców. Tak więc „część fabryk z powodu zastoju ekonomicznego, niewypłacalności, powołania swych współpracowników pod broń lub innych przyczyn ograniczyła pracę w zakładach i warsztatach lub zamknęła je zupełnie. Tysiące osób, pozbawione są pracy lub zarobku, tysiącom innych z powodu braku żywiciela nędza zagląda w oczy. Tam, gdzie właściciele fabryk nie mogą dać swym robotnikom i ich rodzinom warunków najskromniejszego bytu, komitet przychodzi z pomocą, zanim nie zacznie działać pomoc państwowa, jak zwykle, zależna od licznych formalności”.
Jaka była reakcja społeczna?
„Pełne uznanie należy się społeczeństwu warszawskiemu, które w ciężkiej, przełomowej chwili wykazało spokój, rozwagę i dojrzałość, godną podziwu. Ogół licznych rzesz robotników i pracowników, ufny w pomoc i poparcie kierowników wśród naszego obywatelstwa, czekał przytem cierpliwie na poparcie swego stanowiska wobec wypadków niezwykłych i, jak się okazuje, nie dozna pod tym względem zawodu”.
„Na razie powołano do wspólnej narady przedstawicieli pracowników około 80 firm, zatrudniających więcej niż 30 robotników. I podziwiać trzeba było spokój i dojrzałość zebrania, które, nie zakłócone najmniejszym dysonansem, po przyjęciu do wiadomości programu komitetu oraz wskazówek, co do własnych zadań, rozeszło się spokojnie, aby we czwartek postawić pierwszy krok na drodze współdziałania w szlachetnem dziele miłosierdzia i miłości bliźniego”.
A to szczegóły spotkania
„Wczoraj, o godz. 7 wieczorem, odbyło się zebranie sekcji komitetu kobiet dla niesienia pomocy robotnikom fabrycznym, pozbawionym pracy, oraz rodzinom, których członków powołano pod broń. Zebraniu przewodniczyła p. L. Kotarbińska, wyjaśnień udzielał inż. K . Rychter. Na zebranie stawiło się około 80 przedstawicieli robotników w porozumieniu z właścicielami fabryk.
Po przedstawieniu zakresu działalności komitetu, oraz danej sekcji i wytłumaczeniu zebranym konieczności ich wspólpracownictwa, udzielał p. Rychter wyjaśnień na poszczególne zapytania z grona zebranych. Poruszano kolejno sprawę udzielania wsparć pieniężnych i żywności, stosunek robotnika do fabrykanta przy pracy akordowej, oraz warunki, w jakich usprawiedliwione byłoby porzucenie przez niego pracy. (…)
Aby zapewnić sobie współdziałalność kół robotniczych, podano projekt, aby pracownicy, zatrudnieni w ilości ponad 30 w poszczególnych warsztatach utworzyli własne komitety, których przedstawiciele komunikować się będą z sekcją. Zadaniem tych wydziałów będzie informować o położeniu materjalnem rodzin pozbawionych pracy i żywicieli. Najbliższe zebranie oznaczono na czwartek, o godz. 7 wieczorem, w pałacu Szlenkierów przy ul. Jasnej. Przebieg zebrania półtoragodzinnego był spokojny i rzeczowy i ujawnił dojrzałość i zrozumienie położenia ze strony kół robotniczych [KW 214].
Kuchnie i „Stołownie” robotnicze
Zobaczmy jak to wyglądało w pierwszych tygodniach wojny. Kurier Warszawski z 13 sierpnia donosił „W przeciągu ubiegłych dwóch dni otworzono kuchnie dla robotników bez zajęcia: przy ul. Miłej 13 dla 130 osób, Gęsiej 53 dla 40 i Nowolipie 36 dla 40 osób. Zaraz pierwszego dnia jednak wydano przy ul. Miłej zamiast 130 obiadów, 188 oraz 172 śniadań. Kuchnie były oblężone szczególnie przez kobiety, które prosiły o wydanie posiłku dla dzieci. Zarządy kuchni, przeznaczonych dla robotników żydowskich, zwróciły się o pomoc do kilku żydowskich towarzystw dobroczynnych, ale dotychczas nie otrzymały odpowiedzi. Natomiast z pomocą pośpieszyli piekarze i właściciele sklepów spożywczych w tamtych stronach. 14 mianowicie z ulic Dzikiej, Wołyńskiej, Karmelickiej, Pawiej, Miłej, Gęsiej i Ostrowskiej daje codziennie chleb, bułki, cukier i inne produkty spożywcze” [KW 222]. Kilka dni później dostajemy informację „Otwarte w dzielnicy nalewkowskiej kuchnie robotnicze, o których pisaliśmy, utrzymywane są przeważnie przez samych robotników. Kuchnia przy ul. Gęsiej obchodziła się zupełnie bez pomocy postronnej. W ostatnich dniach zaczęto wydawać obiady prawie bezpłatnie, ale środki finansowe wyczerpują się. Na naradzie organizatorów, odbytej przed kilku dniami, postanowiono rozszerzyć działalność i otworzyć więcej kuchni w odpowiedniejszych lokalach. Organizatorzy mają się zwrócić o pomoc do komitetu obywatelskiego” [KW 226]. Z kolei Kurier Warszawski z 25 sierpnia podaje, że „W różniczkowaniu prac, jakie chwila obecna u nas narzuca, Związek równouprawnienia kobiet polskich podjął organizację <<Stołowni robotniczych>>, zarówno dla kobiet jak i mężczyzn, pozbawionych pracy zarobkowej. Posiłek będzie można otrzymywać na porcje, po cenie 12 groszy (grochówka, kapuśniak, krupnik i t.p.) z dodatkiem ¼ funta chleba. Lokale na stołownie robotnicze zaoferowały dotychczas firmy: Lilpop, Rau i Loewenstein na Książęcej i Woli, oraz Baruman i Ćwirko na Przemysłowej” [KW 234].
Ruch robotniczy a wojna
Zanim przejdziemy do form pomocy robotnikom, przypomnijmy tylko tyle, że wśród większość robotników i ich organizacji we wszystkich krajach skonfliktowanej Europy wojna zbudziła patriotyczne nastawienie robotników poszczególnych krajów, które wygrało z internacjonalizmem. Plany ogólnoświatowego strajku przeciwko wojnie okazały się jedynie mrzonką. Tak więc solidaryzm społeczny czasów wojny nie jest tylko polską specyfiką.
Kolejny odcinek