Miałem dziś napisać o tym, co się działo na spotkaniu zespołu ekspertów u Pełnomocnika Rządu ds. Społeczeństwa Obywatelskiego. Nie napiszę, choć mam nadzieję, że w oparciu o informacje od innych osób z zespołu (tu listy zaproszonych ekspertów) jakieś informacje będziemy mogli podać. Na spotkanie nie dotarłem, bo… nie było mnie na liście
Od razu śpieszę donieść, że 1) zaproszenie do zespołu dostałem, 2) wyraziłem zgodę na udział, 3) dostałem zaproszenie na dzisiejsze spotkanie. Dodatkowo trzeba wspomnieć, że nie poświęcałbym większej uwagi dzisiejszym kłopotom, gdyby nie to, że ta sama “przygoda” przytrafiła się kilku innym zaproszonym. M.in. (bo może nie o wszystkich wiem – z opowieści słyszałem, że poprzednie zespoły też miały problemy) dotknęło to Katarzyny Batko-Tołuć, Magdaleny Pękackiej, Michała Gucia, Grzegorza Wiaderka, Filipa Pazderskiego. Oczywiście po wyjaśnieniu “nieporozumienia” wszyscy zostali wpuszczeni (ja już nie czekałem), ale moim zdaniem zrobił się z tego pewien problem – jak na liście z dwudziestoma nazwiskami mogło zabraknąć sześciu? Moim zdaniem są trzy możliwe wytłumaczenia:
- Może pracownicy KPRM nie wierzyli, że te osoby przyjdą ((mieli nadzieję, że nie przyjdą?), i na wszelki wypadek ich nie wpisali.
- Może – z jakiegoś powodu – pracownicy KPRM chcieli utrzeć nosa niektórym członkom zespołu, aby nie czuli się zbyt pewnie. Mnie to się pewnie należało (chociażby za tekst o zmianie narracji), ale co inni mogli nabroić – nie wiem.
- Może też – po prostu – w ogólnym zamieszaniu (pięć zespołów, tyle tematów, tylu ludzi) nie udało się wszystkiego organizacyjnie zapiąć na ostatni guzik.
I powiem, że bardzo chciałbym, aby to nie był ten ostatni powód. Bo jeśli biuro pełnomocnika gubi sześć (co najmniej) osób na dwudziestoosobowej liście, to nie świadczy dobrze o jego potencjale. I niech nas ręka boska broni od organizowania w ten sposób społeczeństwa obywatelskiego w Polsce.