Często spotykam się – w dyskusjach o tym jak działają organizacje – z nieporozumieniami dotyczącymi działań merytorycznych. Nie wiem czy to wina przekonania, że pozjadaliśmy wszystkie rozumy i tylko brakuje nam umiejętności jak nasz geniusz wprowadzić w życie, czy też przekonania, że profesjonalizm działania jest znacznie ważniejszy od efektów merytorycznych. W systemie grantów za głupią publikacje nikt nam pieniędzy zwracać nie każę, za brak odpowiedniej notatki na fakturze za druk genialnego wydawnictwa dostaniecie po kieszeni. Może też rzecz jest dużo bardziej prozaiczna. Nie umiemy się dogadać w kwestiach merytorycznych (każdy broni swojej racji) a łatwiej rozmawiać o metodach. Czy jednak tak być powinno?
