Idea społeczeństwa obywatelskiego budzi gorące spory. Szczególnie dzisiaj, gdy rząd – z iście orwellowską fantazją – funduje nam „Narodowy Instytut Wolności”. Każdy, w zależności od poglądów i opcji politycznej, definiuje po swojemu społeczeństwo obywatelskie, a następnie tryumfalnie się ze swoim wyobrażeniem rozprawia. Zawsze można to, co się nam podoba, nazwać „prawdziwym społeczeństwem obywatelskim”, a to, co nam się nie podoba, „niecywilizowanym społeczeństwem obywatelskim” lub, podchodząc z innej pozycji politycznej, „neoliberalnym społeczeństwem obywatelskim” i, wydawałoby się, wszystko staje się jasne. Tyle tylko, że ta dyskusja i stojąca za nią gra polityczna nie dotyczą jedynie pojęć. Coraz więcej środowisk chce, by społeczeństwo obywatelskie przemienić w społeczeństwo polityczne.
